O mały włos nie pofarbowałam się na rudo, co przy mojej „wyjątkowej” urodzie i karnacji byłoby czynem eksperymentalnym z opłakanym skutkiem. Skąd taki pomysł? Bo tego jeszcze nie próbowałam, może szok wywołany kolorem odwróciłby uwagę moją i innych od przerzedzeń na czubku.
W głębokiej młodości zobaczyłam teledysk, w którym dziewczyna miała burzę kręconych rudych włosów, tak jakoś do pasa. Od tamtej pory wizja gęstych kręconych włosów jawi mi się po nocach i śni po dniach. Chociaż ostatnio coraz rzadziej.
Na mojej głowie zrobiło się jakby luźniej i tu, i tam prześwituje skóra. O czym przekonałam się dobitnie kiedy po spacerze okazało się, że poparzyłam sobie przedziałek! Wysmarowałam się oczywiście kremem z wysokim filtrem UV, ale o czapce z daszkiem ewentualnie „gustownej” chusteczce zapomniałam. Wiadomo- ta burza loków itp.
Jakim cudem oparzenie między włosami? Należę niestety do tej grupy kobiet (prawie 50 %), która w pewnym momencie swojego życia cierpi na łysienie androgenowe. Mężczyźni mają jeszcze gorzej, bo ich dotyczy to w 80 %.
Używam bardzo dobrych szamponów trychologicznych i odżywek do włosów. Od czasu do czasu robię nawet peeling skóry głowy (oczywiście właściwym preparatem) i nie przesadzam z kosmetykami do stylizacji. Tak po prawdzie, to moja fryzjerka ( cudowna Pani Małgosia) cofa rękę od lakieru , czy pianki, kiedy tylko widzi moje spojrzenie w lustrze. Czyli staram się i staram , a włosów jakoś nie przybywa.
Tak zupełnie serio, to wiem co muszę zrobić, ale wiadomo: szewc bez butów chodzi.
Po pierwsze: ja wiem, że mam łysienie androgenowe, bo borykam się z tym już dość długo. W badaniu trichoskopem (to taka bardzo, bardzo dokładna lupa) wykluczono u mnie inne rodzaje łysienia. To badanie jest bardzo ważne, bo przyczyn łysienia jest sporo (plackowate, telogenowe, bliznowaciejące itp.). W niektórych typach łysienia konieczna jest bardzo specjalistyczna opieka dermatologiczna, a część zwykle skutecznych zabiegów jest przeciwwskazana.
Po drugie: warto zrobić podstawowe badania krwi, żeby wykluczyć jakieś niedobory witamin i zaburzenia hormonalne, niski poziom żelaza. Po to, żeby leczyć przyczynę, a nie tylko objawy.
Po trzecie: świetnie działają zabiegi mezoterapii preparatami stymulującymi mieszki włosowe, ale także mezoterapia własnym osoczem , czy fibryną. Tak tak, każdy ma w sobie tę moc. Moc czynników wzrostu zawartych w naszej krwi.
Po czwarte: nie warto czekać aż włosy bardzo się przerzedzą. Im dłużej odkładamy leczenie i diagnostykę przyczyn łysienia tym gorsze efekty terapii. Z czasem dochodzimy do momentu, w którym mieszki włosowe zanikają. A wtedy terapia nie ma sensu.
I jeszcze jedno. Łysienie, przerzedzanie się włosów to najczęściej proces przewlekły. Nawracający problem. Tak samo powinno być z leczeniem: długotrwale i systematycznie.
Inaczej czeka nas kilka rozwiązań: fryzura „na pożyczkę”, peruka, albo gustowna chusteczka ( w wypadku panów fryzura a’la łyse kolano). Oparzonego przedziałku nie polecam.
Joanna Krasicka
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!