Reklama

Syn prominenta: "Zapier***lić ją czerwonym prętem...". Musiała uciec ze szkoły

Czy szkoła odpowiednio reaguje na cyberprzemoc? Czy potrafi zapewnić bezpieczeństwo uczniom? Czy przekazuje odpowiednie wzorce młodzieży? Dlaczego to ofiara, a nie oprawca musi rezygnować ze szkoły? Czy dręczyciel nie poniósł poważnych konsekwencji, bo jest synem prominenta?

To było jej marzenie. Od zawsze jej pasją były militaria i wszystko to, co związane z wojskiem. Rodzice odradzali jej tę szkołę, ale się uparła i w końcu postawiła na swoim. Z lekkim opóźnieniem, 4 września 2018 roku rozpoczęła naukę w I klasie Obrony Terytorialnej w Zespole Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Żukowie. Tym samym zaczęła realizować swoje życiowe plany.

Klasa była zgrana, bo większość znała się z gimnazjum. Julka była spoza grupy. Pochodziła z Trójmiasta. To najwyraźniej zaważyło na tym, że nie została zaakceptowana w klasie. Co więcej, początek roku nie zaczął się dla niej dobrze. Kilka dni była nieobecna na lekcjach, bo była chora. W szkole natomiast obowiązywał konkurs na najlepszą klasową frekwencję. Zaczęła być szykanowana i dręczona przez kilka osób, na czele których stał on.

Klaudiusz. Syn prominenta. Lider. Gospodarz klasy. To on nadawał grupie ton. Bez jego wiedzy i akceptacji w klasie nic nie mogło się odbyć. Prowokował innych do określonych zachowań. Gdy pojawiała się w szkole, w jej kierunku padały złośliwe komentarze dotyczące jej nieobecności. Zdarzało się, że na jej widok jej prześladowcy klaskali i mówili "O w końcu przyszłaś". Śmiali się, gdy przechodziła obok. Nie reagowali na prośby o notatki. Nie chciano jej przyjąć do klasowej grupy na facebooku.

W końcu dołączył ją kolega, który też nie pochodził z Żukowa. Prześladowanie jej przeniosło się do internetu. Po jej kolejnej nieobecności Klaudiusz napisał do całej klasy: "zapierdolić ją kurwa czerwonym prętem", "se w kulki leci", "od razu wypisać ją z paczki na święta i durbaszki" (pisownia oryginalna). Po chwili dodał: "Weź jej ktoś high kicka zajeb". Ktoś z klasy podchwycił i skierował bezpośrednio do Julki: "Masz przejebane w chuj". Klaudiusz skomentował: "A ona nie ma przejebane. Przekurwione ma. W chujmacz".

Julka zaczęła wagarować. Po dwóch tygodniach szkoła poinformowała o tym jej rodziców. Dopiero wówczas nastolatka przyznała, że jest gnębiona. Rodzice zabrali ją na spotkanie z dyrektorem szkoły.

- Pani dyrektor, po zobaczeniu tych wpisów, była przerażona. Powiedziała, że jeśli będzie trzeba, to Klaudiusza wydalą ze szkoły i jeśli miał odwagę przy wszystkich ją tak źle traktować, to musi mieć też odwagę ją przy wszystkich przeprosić - mówi matka Julki, pani Aleksandra.

Z dokumentów sprawy udostępnionych nam przez szkołę wynika, że wychowawca klasy wezwał rodziców Klaudiusza. W obecności jego matki, pedagogów i wychowawcy została przeprowadzona rozmowa. Zapytany o sytuację Klaudiusz, podał, iż "możliwe, że takie sytuacje się zdarzały". Jak tłumaczył, wynikały one ze złości grupy klasowej na zachowanie Julki i nieuczęszczanie przez nią do szkoły, co skutkowało obniżeniem frekwencji całej klasy. Szkoła prowadzi bowiem ranking frekwencji oraz konkurs na najlepszą frekwencję dla klas. Nagrodą w konkursie jest dofinansowanie z Rady Rodziców do wycieczki szkolnej w kwocie 500 zł.

Klaudiusz przyznał się, że groził Julce na grupie klasowej ("zapierdolić..."), jednak jak wyjaśniał, nie miał świadomości, że słowa mogą zostać zrozumiane przez nią dosłownie. Mówił też, że słowa te pochodziły z lekcji historii, na której omawiany był sposób potraktowania senatora w przeszłości. Wyraził skruchę i zapewnił, że nie miał intencji wyrządzić Julce krzywdy. Zadeklarował, że przeprosi koleżankę. Pedagodzy zaznaczyli, że przeprosiny nie mogą odbyć się w internecie, ale w realnym świecie, na terenie szkoły. Matka Klaudiusza w pełni zgodziła się z postawą grona pedagogicznego, uznając, że syn za swoje nieodpowiednie zachowanie musi przeprosić Julkę. Karą dla Klaudiusza miała być nagana oraz zawieszenie go w pełnieniu funkcji gospodarza klasy.

Pojawiła się nadzieja. Julka odbyła rozmowę z psychologiem. Wszystkie zmierzało w dobrym kierunku. Szkoła uznała, że problem został rozwiązany. Niestety. Mijały dni, a Julka nie tylko nie usłyszała od Klaudiusza słowa "przepraszam" (opublikował jedynie przeprosiny na facebooku), ale nękanie jej przybierało na sile.

- Sytuacja tak się poprawiła, że z siedmiu osób, które ją nękały, zrobiło się 28. Dochodziło do takich sytuacji, że Julka siedziała gdzieś z boku na korytarzu. Nagle stanęła przy niej grupa osób i kierowała wobec niej teksty typu "śmierć konfidentom". Był tylko jeden kolega, który był też "spoza rejonu", który utrzymywał z nią normalny kontakt - opowiada pani Aleksandra.

- Julka spełniała swoje marzenie. I mimo wszystko chciała chodzić do tej szkoły. 28 osób ją dręczących, to jednak było zdecydowanie za dużo - dodaje.

Pani Aleksandra postanowiła więc zainterweniować u wychowawcy klasy.

- Wychowawca na mnie naskoczył i spytał, czego od niego żądam? Czy Klaudiusz ma przepraszać Julkę na kolanach? Powiedziałam, że ma przeprosić tak jak wychowawca zapowiedział przy pedagogach, moim mężu i Julce - mówi oburzona mama Julki.

W końcu doszło do tego, że Julka nie była w stanie chodzić do szkoły.

- Zawoziłam Julkę na lekcje. Płakała. Błagała, żeby nie posyłać jej do szkoły. Zatrzymałyśmy się w Chwaszczynie przy Biedronce. Zadzwoniłam do pedagoga szkolnego i zapytałam "Co mam robić, bo Julka nie chce pójść do szkoły? Boi się, siedzi i płacze". Pani pedagog stwierdziła, że w tej chwili najważniejsze jest dobro mojego dziecka - wspomina pani Aleksandra.

- Obawiałam się, że Julka wejdzie do tej szkoły lub nie i zrobi sobie krzywdę. Była tą sytuacją sparaliżowana. Bała się nawet przejść obok szkoły. Z pedagog wspólnie uznałyśmy, że musimy słuchać Julki i jeśli nie chce pójść do szkoły, to nie możemy jej zaciągnąć tam siłą, bo może dojść do tragedii. Siedziałam w tym samochodzie i też płakałam. Julka już nie wróciła do szkoły. Poszłam do pani dyrektor. Siedziała ze spuszczoną głową i powiedziała, że tak nie powinno być - kontynuuje.

Dyrekcja szkoły uważa, że postąpiła zgodnie z procedurami. Jej zdaniem, zrobiła wszystko to, co mogła zrobić w tej sprawie.

- Sytuacja, która została nakreślona przez matkę uczennicy, że szkoła nic nie zrobiła w tej sprawie, jest nieprawdziwa. Cała dokumentacja szkolna wskazuje na to, że działania zostały podjęte. Matka zgadzała się z tymi działaniami, które zostały podjęte. Po odebraniu dziecka ze szkoły, okazało się jednak, że nie jest zadowolona z tych działań. Zawsze reagujemy na tego typu sytuacje. Zespół psychologiczno-pedagogiczny ma obowiązek pracować z ofiarami i osobami, które niewłaściwe nie zachowują. Zawsze informujemy rodziców, że mają możliwość zgłaszania sprawy na Policję. Nie zdarzyło się u nas w szkole, abyśmy zamietli coś pod dywan - tłumaczy Gabriela Kowalska, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Żukowie.

Starostwo Powiatowe w Kartuzach, organ prowadzący szkołę, dowiedziało się o sprawie od nas.

- Mamy program przeciwdziałania przemocy, cyberprzemocy. Szereg działań, które w tej szkole też są prowadzone. W tej sytuacji mieliśmy do czynienia z szeregiem różnych niesprzyjających sytuacji. Uczennica przyszła z innego środowiska, pozostali też z różnych środowisk. Dopiero następowała integracja. Postępowanie szkoły też było utrudnione, bo wszystko działo się na początku. To wszystko spowodowało, że doszło do tej sytuacji. W żaden sposób nie tłumaczy to, absolutnie, zachowania przemocowego, które miało tam miejsce - podkreśla Jolanta Tersa, dyrektor Wydziału Edukacji Starostwa Powiatowego w Kartuzach.

- Jeśli oddziaływania pedagogiczno-psychologiczne nie zdążyły załatwić spraw, które mogły być kluczowe dla tej uczennicy, by pozostać w szkole (przeproszenie koleżanki przed całą klasą, zaprzestanie dręczenia - przyp. red.), to rzeczywiście był to błąd i należy to przemyśleć. Z życiowego i nauczycielskiego doświadczenia jednak wiem, że te przeprosiny mogły nie rozwiązać sprawy. Jest to bowiem proces, a nie jednorazowy akt. Nawet doprowadzenie do tego, że uczeń stanie przymuszony przed klasą i powie przepraszam, nie rozwiąże problemu. Jest to za mało. Pewnie trzeba byłoby pracować z nim, aby zmienił nastawienie do koleżanki, ale to też proces, który idzie w obie strony. Pracować trzeba byłoby również z całą klasą, bo wszyscy zostali dotknięci tym obłędem. Sami dali się w to plątać - podsumowuje szefowa powiatowej oświaty.

W związku z zaistniałą sytuacją, na wniosek rodziców Julki, w szkole kontrolę przeprowadziło też Kuratorium Oświaty. Zapoznaliśmy się z protokołem tejże kontroli. Kontrolerzy oparli się wyłącznie na dokumentach szkoły. Nie odnieśli się nawet do treści skargi złożonej przez matkę Julki, ani nie próbowali wyjaśnić dlaczego dziewczyna opuściła szkołę. Stwierdzono, że placówka posiada zasady postępowania w sytuacjach kryzysowych, postępuje zgodnie z nimi i organizuje zajęcia dotyczące tematyki bezpiecznego korzystania z internetu. Zaleceń nie wydano.

Najwyraźniej uznano, że skoro Julka odeszła ze szkoły, to problemu już nie ma.

Poprosiliśmy także o komentarz ojca Klaudiusza.

- Rozmawiałem z synem o całej sytuacji, a żona była w związku z nią w szkole. Syn nie tylko powinien przeprosić koleżankę na forum klasy, ale także został do tego przez nas zobowiązany. Powiedziałem mu, że nie jest od tego, by oceniać zachowanie koleżanki, ale od tego, by zachowywać się właściwie. Wyjaśniłem, że jeżeli nie podoba mu się czyjaś postawa, to nie musi się z tą osobą kolegować, ale w żadnym razie nie może jej atakować. Młodzież nie zawsze zdaje sobie sprawę z siły słów. Powiedziałem moim dzieciom, że trzeba brać odpowiedzialność za swoje słowa, bo można nimi wyrządzić komuś wielką krzywdę. Uważam, że szkoła wyjaśniła tę sprawę. Rozwiązano ją w sposób, jaki uznano za właściwy. Chciałbym zaznaczyć, że w żaden sposób nie wykorzystywałem sprawowanej przeze mnie funkcji do interwencji w tej sprawie - podkreśla ojciec Klaudiusza.

- Dyskusja i niewłaściwe teksty toczyły się w zamkniętej grupie klasowej, jak uczennica nie uczęszczała od kilku tygodni na zajęcia i klasa była zła, że ma złe wskaźniki na tle szkoły. Wciąż uważam, że to szkoła powinna być miejscem wyjaśnienia tej sprawy. Syn przeprosił koleżankę i ubolewa nad całą sprawą - dodaje.

Jak informuje nas matka Julki, po dwóch tygodniach Klaudiusza odwieszono i dalej pełni funkcję gospodarza klasy. Nie poniósł żadnych konsekwencji swojego zachowania.

- Podczas odbierania dokumentów pani w sekretariacie powiedziała, że źle się stało, że ojciec Klaudiusza wygrał wybory, bo gdyby ich nie wygrał, sprawa zakończyłaby się inaczej - podsumowuje pani Aleksandra.

Matka Julki złożyła do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Klaudiusza. Po przeprowadzeniu czynności sprawdzających, kartuscy śledczy z końcem stycznia skierowali sprawę do Sądu Rodzinnego w Kartuzach.

Zastanawiamy się, czy szkoła zrobiła wszystko, co możliwe by pomóc ofierze. Patrząc na finał tej sprawy mamy co do tego ogromne wątpliwości. Dlaczego to nie sprawca, a ofiara musiała opuścić szkołę? Dyrekcja i kuratorium twierdzą, że szkoła posiada specjalną procedurę i postąpiono zgodnie z nią. Dlaczego więc jedyną reakcją na informację o tym, że dręczyciel nie zaprzestał dręczenia, była rada szkolnej pedagog, by to Julka dla własnego dobra zrezygnowała ze szkoły? Dlaczego szkoła nie powiadomiła organów ścigania bądź Sądu Rodzinnego, a jedynie wspomniono o takiej możliwości rodzicom Julki.

Jakie wzorce postępowania próbowano przekazać młodzieży po ujawnieniu nagannego, a wręcz karalnego zachowania? Czy kara w postaci zawieszenia w pełnieniu funkcji gospodarza klasy była wystarczająca? Dlaczego nie wyegzekwowano od sprawcy publicznych przeprosin na forum całej klasy? Jakie wzorce przywództwa przyszłym mundurowym przekazuje szkoła, skoro w efekcie za gnębienie słabszych sprawca nie poniósł żadnych poważnych konsekwencji? Czy na reakcję szkoły wpłynęło to, że sprawca jest synem prominenta? Czy gdyby dręczyciel nazywał się "Kowalski" sprawa potoczyła się zupełnie inaczej?

Dlaczego po "zastosowaniu procedur" przeciw Julce stanęła cała klasa? Dlaczego nikt z grona pedagogicznego nie miał żadnych refleksji dotyczących podanego przez sprawcę powodu gnębienia? Skąd pomysł wprowadzenia w szkole systemu odpowiedzialności zbiorowej za frekwencję? Dlaczego cała klasa miała ponosić karę za to, że ktoś jest chory? Nie trudno jest domyślić się na kim skupi się złość większości za utratę szansy na nagrodę. Czy szkoła sama nie doprowadziła do tej sytuacji? Kto będzie następną ofiarą tego typu metod wychowania? Czy chcielibyśmy, aby nasze dzieci chodziły do takiej szkoły?

Anna Lehmann
Bartosz Kitowski

*Imiona uczniów zostały zmienione.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Ja - niezalogowany 2019-03-12 13:15:39

    Jaki ojciec taki syn, niestety Burmistrz jako nauczycie był tragiczny. W sumie dobrze,że jest burmistrzem przynajmniej dzieci w szkole trochę odetchną.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ja - niezalogowany 2019-03-05 00:15:38

    PANI PREZES NIEDŹWIEDZKA, WYTRAWNY DZIENNIKARZ PRZYGOTOWAŁA OKRUTNĄ ZEMSTĘ. ALE CZY NAWET ZABÓJCY NIE DAJE SIE PRAW DO OBRONY. KARMA WRÓCI. CZY NIE POPEŁNIŁA PANI PREZES MOŻE JAKIEGOŚ BŁĘDU JAKO RODZIC ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    (......) - niezalogowany 2019-03-04 16:36:13

    Żaden człowiek czy to biedny czy nie wykształcony nie jest zerem jest człowiekiem który ma swoją godność.Bo człowiekiem się jest a na stanowisku się tylko bywa.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości