Reklama

Rafał Brzozowski: "Człowiek bez marzeń nie żyje - trzeba uwierzyć w swoje siły i realizować marzenia"

O początkach przygody ze śpiewem, sportowej pasji, przez którą poznał Kartuzy, morderczym wysiłku włożonym w naukę tańca, planach na przyszłość i oczywiście kaszubskiej truskawce i publiczności - o tym wszystkim rozmawialiśmy z Rafałem Brzozowskim, który mimo deszczu rozgrzał tłumy na Złotej Górze, podczas drugiego dnia Truskawkobrania.

Jakie masz wrażenia po koncercie?
Nietypowe, bo przede wszystkim dawno nie miałem takiego koncertu, podczas którego padałby tak intensywnie deszcz, a mimo wszystko ludzie byli. Jak wjeżdżałem na plac, była taka ulewa, że samochody nawet tonęły. W ubiegłym roku mieliśmy podobną sytuację. Pełen stadion ludzi, w momencie kiedy mieliśmy wchodzić na scenę, runęła taka ulewa, że trzeba było przerwać wszystko. Ludzie pouciekali, samochody odjeżdżały w popłochu, sprzęt zwijano, ale potem ludzie przychodzili. A tutaj widać, że ludzie zostali, byli przygotowani - mieli peleryny. Zakładali, że mimo wszystko chcą zostać. Stwierdziłem, że jeśli oni mokną, to dlaczego ja mam nie zmoknąć. Z cukru nie jestem, więc wyszedłem do ludzi. Trochę fryzurka się popsuła (śmiech), ale nic w tym strasznego. Zawsze podkreślam, że publiczność jest najważniejsza. Bez niej nie ma koncertów. To ludzie tworzą klimat. Wiem, jaki mógłby być potencjał tej imprez bez deszczu, natomiast i tak uważam, że było bardzo fajnie. Była interakcja z publicznością. Przez ten deszcz pozwoliłem sobie na małe szaleństwo i jestem zadowolony.

Koncert, który mieliśmy okazję zobaczyć był bardzo energetyczny. Skąd czerpiesz energię?
Jestem typowym zwierzęciem scenicznym. Jeszcze przed wejściem na scenę miałem nerwy, bo zatrzasnął mi się samochód, ale gdy wchodzę na scenę, jestem w innym świecie. Nie potrafię tego określić. Ludzie dają mi energię. Nie jestem wampirem energetycznym, który zabiera ludziom energię, ale czuję tę atmosferę. Jeśli widzę, że ludzie chcą słuchać tej muzyki, to się nakręcam. Tak samo robią moi muzycy. Zespół jest tak skonstruowany, że nie ma w nim słabego ogniwa. Konstruowałem ten zespół dwa lata, dobierałem ludzi nie tylko pod względem tego jak grają, a grają fantastycznie, ale też jakimi są ludźmi, jakie mają osobowości. To sprawia, że trzymamy się razem. Nawet jeśli byłby grzmot, jeśli wszystko by się wyłączyło, to ten zespół jest jednością i gra dalej. Jesteśmy naprawdę w stanie zagrać sami do dwóch krzeseł, gdyby była taka sytuacja. Jestem ADHD sceniczny i tyle.

Co było tym impulsem, który pchnął Cię do muzyki?
Muzyka i sport - te dwie pasje miałem od zawsze. Jeśli chodzi o karierę muzyczną, to uważam, że jak się coś robi, to trzeba coś w tym osiągnąć. Wyznaczam sobie cele, poprzeczki. Chciałem nagrać płytę - najlepszą jaką mogę zrobić, nagrać hit i zdobyć platynową płytę. Moje marzenie się spełniło. Wszystko to, co robię teraz, jest dodatkiem. Wyznaczam sobie już kolejne cele. Trzeba być jednak realistą, aby wiedzieć co można osiągnąć. Jeżeli jednak się pracuje i wierzy w pewne rzeczy, chce się udowodnić sobie i innym, że można, to można zdziałać bardzo wiele. Gdyby kiedyś ktoś mi powiedział, że będę śpiewał zawodowo, to bym puknął go w głowę. Wówczas nie wiedziałem, że jest to możliwe. Będę robił wszystko, co da się zrobić w tym kraju i będę się starał ruszyć z karierą za granicę.

Wspomniałeś już o zamiłowaniu do sportu. Opowiedz o tej pasji.
Trenowałem kiedyś zapasy. W tej chwili nie mam już czasu na treningi. Ukończyłem AWF. Jestem nauczycielem wychowania fizycznego. Pochodzę z rodziny sportowej. Zapasy to nasz sport rodzinny. Ojciec jest zapaśnikiem. Bracia też trenują. Po prostu tak mamy. Lubię też aktywny wypoczynek. W tej chwili jadę na kilka dni na mały urlop. Mam rowery, buty na konie. Nienawidzę leżeć. Nie wyobrażam sobie pojechać na wakacje np. do Egiptu wejść do basenu, leżeć i nic nie robić. Kiedyś jeździłem na takie wycieczki. Dziś już nie. Aktywny wypoczynek jest najlepszy.

Która pasja daje Ci więcej radości?
Obie się łączą. Nie da się tego porównać. Trzeba mieć przygotowanie, zacięcie i ambicję sportową, żeby osiągnąć pewien sukces w muzyce. Uważam, że to sprawiło, że dałem sobie radę. Moim zdaniem inni radzą sobie o wiele lepiej w muzyce. Nie jestem wybitnym wokalistą. Nie potrafiłem śpiewać. Nauczyłem się. Tak jak się mozolnie, aż do skutku trenuje pewną technikę np. rzutów, wejść, obaleń, czy kluczy w zapasach, tak samo siedziałem i trenowałem dźwięki, oddychanie. Okazało się, że mam do tego talent, bo to też jest ważne. W sporcie to samo - można trenować wiele lat i nic nie osiągnąć, ale jeśli ktoś ma talent, to szybko osiągnie sukces. Mnie nauka śpiewu zajęła 10 lat.

Pasja sportowo-muzyczna połączyła się w tańcu?
W tańcu nie może się to połączyć. Taniec, w Tańcu z Gwiazdami - jeśli o to pytasz, jest to rzecz, której wcześniej nie robiłem. Gry w piłkę nożną, bo grałem w reprezentacji artystów, czy wysiłek na macie, nie da się porównać z obcasem, butem do łaciny i tańczeniem chasse. To jest w ogóle niewiarygodne, by stawiać nogi do zewnątrz, jakieś kontrapunkty, balans ciała - to jest po prostu kosmos. Nabawiłem się zapaleń mięśni. Masakra. Rzeczywiście jest to show i uważam, że się w nim obroniłem. Najgorzej jest odpaść w pierwszym odcinku, a mi udało się przejść połowę. Tancerzem na pewno nie będę, aczkolwiek miałem marzenie, by nauczyć się walca i w tej chwili wyjdę i zatańczę tego walca.

To teraz trochę pytań "regionalnych". Czy miałeś już okazję być na Kaszubach?
Byłem tu już kilkukrotnie. Mam tutaj znajomych, pochodzą z Kartuz. Na studiach na AWF-ie poznałem chłopaków z zapaśniczego klubu Cartusia. Teraz już tu nie mieszkają, ale mają tu rodzinę. U jednego kolegi - zapaśnika byłem nawet w Kartuzach na weselu. Miałem więc okazję poznać te rejony i okolice. Jest tu pięknie.

Co Cię urzekło w naszym regionie?
Jadąc od Kartuz w stronę Trójmiasta można zobaczyć takie domki, działeczki nad jeziorkami - bardzo to lubię, to jest moja bajka. Kaszuby są po prostu piękne. Jest to teren bardzo wyjątkowy na mapie geograficznej Polski.

A jak ci się podoba nasz amfiteatr?
Usytuowanie tego amfiteatru jest kapitalne. Warunki super, akustyka doskonała. Warunki atmosferyczne niestety nie dopisały, ale to już nie nasza sprawka. Tak po prostu musiało być. Mimo wszystko uważam, że było bardzo fajnie.

Impreza, podczas której zagrałeś, to święto kaszubskiej truskawki. Nie sposób więc nie zapytać, czy lubisz truskawki?
Wczoraj (sobota - przyp. red.) grałem na święcie Truskawki w Buczku. Zadano mi to samo pytanie. Jak dowiedziałem się, że dziś jest Truskawkobranie, to mówię "będzie truskawkowo" (śmiech). Jestem łasuchem, lubię owoce, zwłaszcza truskawki, bo jedzone soute są najlepsze. Bardzo lubię wszelkiego rodzaju koktajle z cukrem. Ten owoc kojarzy się z czymś przyjemnym. Truskawki, szampan.... wiadomo, o co chodzi.

A nasze, kaszubskie truskawki?
Kaszubskiej truskawki jeszcze nie zdążyłem spróbować. Czekam, żeby po tym wywiadzie zjeść łubiankę.

To za nim posmakujesz naszych truskawek, powiedz na zakończenie, co Ty, jako artysta, który osiągnął sukces w Polsce, doradziłby młodym ludziom rozpoczynającym karierę muzyczną?
Polski showbiznes jest bardzo skomplikowany, trudny. Potrzebne jest trochę szczęścia, czas, intensywna praca, pomysł na siebie. Ludzie często świetnie śpiewają covery, ale nie potrafią skonstruować swojego repertuaru. Na początek trzeba wiedzieć, co chce się zrobić - śpiewać zawodowo, czy zrobić karierę, robić muzykę pop, rock, czy jazz. Trzeba uwierzyć w swoje siły, realizować swoje marzenia i pasje, bo bez marzeń człowiek nie żyje. Jeśli się ciężko pracuje, to można osiągnąć swoje cele, jestem tego najlepszym przykładem.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Anna Lehmann
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    dynia - niezalogowany 2014-07-02 21:15:55

    Wszytko ładnie pięknie, gdyby nie to błoto po imprezie na drodze jadąc z Bronicy Dolnej w stronę Złotej Góry. Za parking trzeba było płacić, a błoto z pola zostało na drodze, ciekawe kto to posprząta. Fakt, że może nie ma tam go aż tak dużo ale jest i źle się tam przejeżdża, warto by było to posprzątać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości