W sobotę mały mieszkaniec Wielkiego Klincza walczący z siatkówczakiem wraz z rodzicami powrócił z Nowego Jorku do domu. To nie jedyna dobra wiadomość. Podczas ostatniej wizyty u dra Abramsona okazało się, że zamrożony guz zniknął, a ten, na którego działa płytka radioaktywna, obkurcza się. Walka o zdrowie trwa jednak nadal.
Historię Kornelka z Wielkiego Klincza zna już chyba każdy mieszkaniec Kaszub i nie tylko. Ze wsparciem ruszyło mnóstwo ludzi. Każdy pomagał jak mógł. Mieszkańcy Wielkiego Klincza, Kościerzyny i okolic zjednoczyli się w walce o zdrowie dwuipółlatka. Byliśmy świadkami potężnej fali dobra, która z wielu zakątków kraju popłynęła wprost do dzielnego chłopczyka.
Dzięki zaangażowaniu wielu osób zaledwie w trzy miesiące udało się zebrać 1,8 mln zł. Kornelek mógł więc poddać się terapii w Stanach Zjednoczonych i dać sobie szansę na pokonanie złośliwego raka oka.
Pod koniec stycznia poleciał z rodzicami do Nowego Jorku, gdzie przeszedł operację oka. W czwartek, po kilku tygodniach od zabiegu, pojawił się na wizycie kontrolnej u dra Abramsona.
- Is very good - powiedział dr Abramson. Guz, który został zamrożony, zniknął, natomiast guz, na który działa płytka, obkurcza się. Krwawienie w oczuku ustało. Guz jest nieaktywny - piszą szczęśliwi rodzice Kornelka.
Mały mieszkaniec Wielkiego Klincza mógł więc powrócić do domu. Jego leczenie trwa nadal, jednak nadzieja na to, że wkrótce będzie mógł żyć jak jego rówieśnicy, jest coraz większa. Dzięki wszystkim tym, którzy włączyli się w akcję, Kornelek zyskał szansę na powrót do zdrowia.
Kolejna wizyta kontrolna za siedem tygodni.
AL
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze