Drewno, teatr i magia tworzenia - niezwykły świat Ireny Brzeskiej

wtorek, 4 września 2018 r., 09:58
fot. MD-Z

Jej palce nadają kawałkom drewna nowe życie. Wprawnymi rękoma, którym rytm narzuca wyobraźnia, tworzy zachwycające postaci. Prace nawiązują zarówno do codzienności, relacji z drugim człowiekiem, jak i do świata baśni, legend i snów. Jest artystką wyjątkową, bo znalazła sposób, by ożywić swoje rzeźby. Stworzyła autorski teatr. Mowa o Irenie Brzeskiej, rzeźbiarce, która w drewno potrafi tchnąć magię teatru.

Spektakle, które tworzy zachwycają. Można w nich zobaczyć wrażliwą duszę utalentowanej artystki i jej niezwykły sposób postrzegania świata. Publiczność podczas sztuk, jak zaklęta, przez kilkadziesiąt minut chłonie wyjątkowy świat, inspirowany kaszubskimi legendami. Ich bohaterowie ożywają za pomocą sznurków, ruchów rąk artystki, niektórych prezentuje poprzez maski. Odgrywając poszczególne role Irena Brzeska wczuwa się w każdą z postaci. Pokazuje przy tym prawdziwe emocje i uczucia. W sztuce pt. "Kania - drewniany ptak" dodatkowo niektóre sceny przeplata klimatycznym śpiewem. Ten zabieg potęguje magię całej sztuki.

- To, że zajęłam się rzeźbiarstwem jest właściwie kwestią przypadku. W mojej rodzinie wszyscy mają zdolności plastyczne, zamiłowanie do sztuki jest w każdym z nas. Pewnego dnia postanowiłam, że nauczę się wikliniarstwa. Wychodzę jednak z założenia, że zanim się coś zacznie na dobre, należy sprawdzić, czy w ogóle będzie to nam odpowiadało, więc zapisałam się na kurs. W jego ramach odbywały się warsztaty nie tylko z wikliniarstwa, ale też m.in. z malowania na szkle i z rzeźby. Wyplatanie z wikliny mi się spodobało, natomiast rzeźbą nie chciałam się zajmować. Wszystko się zmieniło, gdy poszłam na warsztaty. Prowadzący rozdał nam noże, wręczył kołki z lipy i przystąpiliśmy do pracy. Gdy zaczęłam rzeźbić, już nie mogłam się od tego oderwać. Z miejsca stworzyłam kilka figurek. Dziś mawiam, że była to miłość od pierwszego cięcia. I już ze mną została - opowiada Irena Brzeska.

Od tego momentu minęło już piętnaście lat. Artystka tworzy przepiękne postaci z kaszubskich legend, świątki - anioły, diabły, Matki Boskie, bohaterów biblijnych, ale też zwykłych ludzi. Irena Brzeska jest wnikliwą obserwatorką ludzkich dusz i to znakomicie widać w jej pracach.

-Czasem po prostu spotykam jakiegoś człowieka i czuję, że jest wart tego, by go wyrzeźbić. Pojawia się jakiś zamysł i potem przenoszę go na drewno - mówi rzeźbiarka.

- Moim zdaniem wszystko może być tematem,nie ma ograniczeń, ale sztuką nie wolno ranić uczuć - dodaje.

Wiele prac artystka zachowuje dla siebie. Nie pokazuje ich szerszej publiczności, bo niosą ze sobą zbyt wiele emocji, są zbyt prywatne.

- Część rzeźb, które są dla mnie bardzo osobiste, schowałam. Nie potrafię ich pokazać publicznie. Zaprezentowałam je podczas jednej wystawy, jednak krótko po tym stwierdziłam, że nie jestem jeszcze gotowa, by się tak uzewnętrzniać. To nie dla mnie - mówi Irena Brzeska.

W rzeźbach artystki można dostrzec odniesienia do codziennej rzeczywistości społecznej i nie tylko. Wiele prac opatrzonych jest ciekawymi cytatami, które zachęcają do tego, by się na chwilę zatrzymać i nad pewnymi sprawami zastanowić. Poetyka tych prostych, ale bardzo wielowymiarowych zdań pozostaje w człowieku przez dłuższy czas. W swoich pracach Irena Brzeska nawiązuje też do snów. Każde dzieło ma własną, inspirującą historię.

Na jednej z prac, które zobaczyć można na wystawie w Muzeum Kaszubskim w Kartuzach widnieje napis - "Czasem lepiej się zatrzymać, zanim zaiskrzy iskierka". Okazało się, że zdanie to przyśniło się artystce i wykorzystała je potem w swojej pracy.

- Borykałam się kiedyś z pewnym problemem i nie wiedziałam, jak go rozwiązać. Którejś nocy miałam sen. Gdy się obudziłam, w mojej głowie zostało zdanie: "Czasem lepiej się zatrzymać, zanim zaiskrzy iskierka". Potraktowałam to jak ostrzeżenie. Okazało się, że miałam podjąć bardzo złą decyzję, ale na szczęście zdążyłam się z niej wycofać. Dzięki temu uniknęłam oszustwa - opowiada artystka.

Rzeźba w spektaklu

Irena Brzeska swój rzeźbiarski talent znakomicie wykorzystuje w innej dziedzinie sztuki - w teatrze.

- Z pomysłem stworzenia pierwszej marionetki nosiłam się dość długo. Poszukiwałam idealnej formy jej wykonania. Na początku próbowałam na drewnianym szkielecie wykonać postać z masy solnej, jednak to nie zdało egzaminu. Olśniło mnie, gdy pojechałam do Pragi, która jest krainą marionetek. Gdy zobaczyłam drewniane kukiełki, w duchu zaśmiałam się, że rozwiązanie, którego poszukiwałam było tak proste. Gdy przyjechałam domu stworzyłam całą kolekcję marionetek i teatr - opowiada pani Irena.

Mąż rzeźbiarki pomógł przy stworzeniu konstrukcji teatralnej sceny. Wreszcie, gdy całość była gotowa, należało znaleźć koncept na jej wykorzystanie.

- Na początku nie chciałam sama występować. Woziłam marionetki ze sobą na jarmarki, ale nie miałam zamiaru ich sprzedawać, ich rolą od początku było to, by sprawiać radość i służyć zabawie. Pewnego dnia zapytano mnie, czy stworzę marionetki na potrzeby jakiegoś teatru. W pierwszej chwili się zgodziłam, potem jednak doszłam do wniosku, że jednak wolę sama tworzyć swoje sztuki i nie chcę sprzedawać moich marionetek - przyznaje rzeźbiarka.

Teatr wciąż jednak czekał na swoją premierę w pełnej krasie. Wszystko zmieniły pewne warsztaty w Chmielnie.

- Po tych zajęciach uwierzyłam, że mogę sama występować w swoim teatrze. Złożyło się na to kilka czynników, które ostatecznie doprowadziły do tego, że przełamałam się. Wraz z uczestnikami warsztatów zaczęliśmy po zajęciach bawić się marionetkami i odgrywać różne role. Na chwilę zapomnieliśmy o świecie. W międzyczasie wokół pojawiła się publiczność, ktoś nagrywał, ktoś robił zdjęcia... Początkowo w ogóle tego nie dostrzegałam i wtedy uświadomiłam sobie, że dam radę i będę występować publicznie - opowiada.

Najpierw były krótkie etiudy, z upływem czasu teatr zaczął się rozrastać. Powstał pierwszy spektakl, potem kolejne. Pani Irena każdy element swojego spektaklu tworzy samodzielnie. Począwszy od scenariusza, poprzez rzeźbienie postaci, grę aktorską, na muzyce i tworzeniu piosenek do sztuk skończywszy.

- Początkowo pierwszy scenariusz miał stworzyć ktoś inny. Po zastanowieniu stwierdziłam, że tej formie nie będzie to po mojemu, w sposób taki, jaki bym chciała. Postanowiłam sama przystąpić do pracy. Usiadłam napisałam i okazało się, że jednak potrafię. Zawsze mówię, że człowiek sam nie wie, co potrafi, dopóki nie poczuje potrzeby, by czegoś spróbować - podkreśla.

Wyjątkowy charakter spektaklom pani Ireny nadaje jej gra aktorska. Jej sztuki mają wielu bohaterów, ale łączy je postać ich twórczyni, która odgrywa sama każdą z ról. W ułamku sekundy przemienia się ze złośliwej sąsiadki w życzliwą zielarkę, by za chwilę stać się leśnikiem, sołtysem, panną z dzieckiem bądź właścicielem kramu z ceramiką. Zmienia przy tym nie tylko kukiełki czy maski, ale też ekspresję, ruchy, intonację
głosu.

- Grałam jedną z pierwszych sztuk nawiązującą do legendy o Chmielnie. To historia zakochanych. W pewnym momencie odgrywając role, poczułam dreszcze, wtedy zrozumiałam, że podczas spektaklu zmieniam się w poszczególne postaci na chwilę się nimi staję. Przejmuję ich emocje, sposób bycia i myślenia - mówi rzeźbiarka.

- Nie chcę uśmiercać moich bohaterów. To z reguły kobiety i czuję się z nimi związana. Chcę by im się udało, by były szczęśliwe- dodaje.

Z Warmii na Kaszuby

Pani Irena mieszka i tworzy w Kożyczkowie. Wychowała się na Warmii, w Nowinach koło Fromborka. Z Kaszubami jest jednak związana od młodości.

- Chodziłam do szkoły w Kościerzynie. Od momentu, gdy skończyłam 15 lat zaczęłam się włóczyć po Kaszubach i poznawać je. Potem wróciłam w rodzinne strony, ale od czasu do czasu zaglądałam na Kaszuby. Pewnego dnia nad morzem poznałam swojego męża. Okazało się, że pochodzi z Kaszub i tak tutaj trafiłam - opowiada artystka.

- Gdy przyjechałam na Kaszuby po raz pierwszy, zachwyciłam się różnorodnością tutejszej kultury. Gdy poszłam na jarmark i zobaczyłam rzeźbione anioły, byłam w szoku, bo na Warmii sztuki ludowej nie widziałam, nie była tak eksponowana. Ludzie tworzyli, ale nie pokazywali swoich prac. Żyje tam przede wszystkim ludność napływowa, więc tradycja nie jest tak silnie zakorzeniona jak tutaj. Dlatego większość ludzi, którzy przyjeżdżają na Kaszuby zakochuje się w tych terenach, bo tu jest tyle do oglądania - mówi pani Irena.

Prośby o refleksje

Wśród rzeźb na wystawie czasowej w Muzeum Kaszubskim w Kartuzach stoi piękna skrzynia z napisem "Prośba o refleksje".

- Każdy artysta jest ciekawy, jak jego sztukę odbierają inni. Moje prace mają swój przekaz, skłaniają do refleksji, więc wyrzeźbiłam skrzynkę, do której można anonimowo wrzucać karteczki z odczuciami - opowiada artystka.

- Nie chcę narzucać interpretacji, każdy ma prawo myśleć o moich rzeźbach tak, jak chce. Cieszę się, że każdy je inaczej odczytuje - podkreśla.

Wystawę prac Ireny Brzeskiej pt. "Prywatny świat" podziwiać można w Muzeum Kaszubskim w Kartuzach do 15 września.

MD-Z

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Koscierski.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.