"Pielgrzymowanie uzależnia" - uczestnicy Kaszubskiej Pielgrzymki wrócili z Jasnej Góry

sobota, 18 sierpnia 2018 r., 15:15
fot. internet/facebook/Kamil Felskowski

Pokonali pieszo około 560 km, a w drodze spędzili 16 dni. Rankiem 13 sierpnia dotarli do obranego celu - Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Wrócili już do domów, ale emocje towarzyszące ich wędrówce są wciąż żywe, a wspomnienia, które zdobyli pozostaną w ich sercach na lata. Uczestnicy Kaszubskiej Pielgrzymki Diecezji Pelplińskiej podzielili się z nami swoimi wrażeniami i przeżyciami.

Tradycyjnie wyruszyli z Kartuz dokładnie 29 lipca o godz. 8 rano. Kolejnego dnia dołączyli do nich pielgrzymki z Kościerzyny. Pielgrzymka Grupy Kaszubskiej Diecezji Pelplińskiej ruszyła do duchowej stolicy Polski po raz dwudziesty ósmy. Kartuscy pielgrzymi wędrowali wspólnie z lęborskimi oraz kościerskimi tworzą tzw. Grupę Kaszubską Diecezji Pelplińskiej. Oprócz niej z diecezji pelplińskiej szły również grupy - tczewska, świecka, chojnicka i kociewska.

Pielgrzymowanie uzależnia

Z samych Kartuz pielgrzymkę rozpoczęło około stu pielgrzymów, na Jasną Górę ostatecznie dotarło ich trzykrotnie więcej. Do grupy dołączali na różnych etapach. U celu byli 13 sierpnia. Byli tacy, którzy szli po raz pierwszy, i tacy, którzy szli po raz kolejny. Wszyscy zgodnie przyznają, że pielgrzymowanie uzależnia.

- Byłam na pielgrzymce po raz piąty i z pewnością nie ostatni. Pielgrzymka uzależnia jak narkotyk, swoją wiarą i energią oraz tym, ile nadziei mają ludzie idący w tej drodze - podkreśla Kamila Młyńska z Sierakowic, która wraz z przyjaciółką pielgrzymowała już po raz piąty.

- Na pielgrzymkę wybrałam się po raz pierwszy. Powód? Wewnętrznie sama chciałam na nią iść, ale fakt, że moi przyjaciele też się wybierają przekonał mnie w 100 procentach. I nie żałuje tej decyzji, wręcz przeciwnie jestem wdzięczna Panu Bogu, że potoczyło się to tak a nie inaczej. No i....pielgrzymka uzależnia. Na pewno wybiorę się kolejny raz - mówi Agata Hildebrand z Kartuz.

- Na pielgrzymkę wyruszyłam czwarty raz. Mogę stwierdzić, że pielgrzymowanie jest uzależniające. Gdy pójdziesz raz to pojawia się w Tobie pragnienie, aby wyruszyć po raz kolejny. Dodatkowo pielgrzymka to najlepsze rekolekcje w drodze. Droga nie zawsze jest łatwa. Często przychodzą kryzysy i zwątpienia. Czasem ma się po prostu doła. Myślisz sobie, że dalej nie pójdziesz. Po co to właściwie? Przecież równie dobrze można było zostać w domu, pójść do pracy. Jednak na pielgrzymce jest wiele tych wspaniałych chwil. To co wzrusza to na pewno moment w którym widzi się cel. W naszej grupie dzień przed dotarciem do Częstochowy mamy możliwość dostrzeżenia w oddali wieży klasztoru na Jasnej Górze. To wyjątkowy moment, w którym po tylu dniach wędrówki w końcu widzi się cel który jest już blisko. A samo dotarcie do Mamy to już prawdziwa wisienka na torcie - relacjonuje z kolei Elżbieta Mielewczyk z Burchadztwa.

- Na pielgrzymkę wybrałam się po raz pierwszy. Wraz ze swoją paczka znajomych ze wspólnoty. Dlaczego? W dużej mierze przez siłę perswazji moich znajomych, którzy ją wychwalali. Miałam oczywiście ważne dla siebie intencje oraz chciałam sprawdzić swoje możliwość. Czy człowiek naprawdę jest zdolny to pokonania takiej odległości. Juz po kilku dniach stwierdziłam ze jest to naprawdę wspaniałe doświadczenie i chce wybrać się po raz kolejny. Pielgrzymowanie serio uzależnia - opowiada Rozalia Richert.

Kacper z Lubni z kolei wyruszył na pielgrzymkę, by wspierać siostrę.

- Gdy moja siostra powiedziała że idzie, od razu wewnątrz mnie narodziła się myśl pójścia z nią, żeby nie była sama oraz aby wspierać ją w trudnych momentach. Najmilsze na pielgrzymce było spotkanie rodziców na Jasnej Górze, po dwóch tygodniach nieobecności było to naprawdę wzruszające - podsumowuje Kacper Sieracki z Lubni.

Z intencją w sercu

Każdy z pielgrzymujących niósł w sercu własny cel i intencję.

- W tym roku poszłam w intencji mojej rodziny i prawa jazdy. Jednym z wielu doświadczeń są dla mnie spowiedzi na pielgrzymce. Księża są bardzo otwarci na nas i zawsze są przegotowani na spowiedź - wyznaje Martyna Pobłocka z Sierakowic, która pielgrzymowała po raz piąty.

- Intencji było bardzo dużo, na każdy dzień praktycznie była inna, nawet te dawane do nowenny. Główne intencje na tą całą pielgrzymkę były o zdrowie dla rodziny. Moje doświadczenia urosły w tym, że znam swoje możliwości i mogę je poszerzać, radzenie sobie z bólem oraz w ciężkich warunkach - mówi Kacper.

- Intencje to ta bardziej osobista część, z którą ciężko jest podzielić się z innymi. Ważne, że jakieś są i ze są motywacja do porannego wstawania i wędrówki. Dają nam wielka siłę - wyznaje Rozalia.

Dla Kamili pielgrzymowanie niesie z sobą bardzo cenne lekcje.

- Na pielgrzymkę wybrałam się z bardzo ciężkimi intencjami, które sprawiły mi niemałe wyzwanie. Mam nadzieję, że ten trud i wiara sprawią, iż moje prośby zostaną wysłuchane Nauczyłam się nie widzieć tylko czubka własnego nosa, ale zauważałam też problemy innych. Przełamałam swoją nieśmiałość. Nauczyłam się także walczyć pomimo trudności, jakie stawały mi na drodze. Zaskoczyło mnie to, iż starsi ludzie w podeszłym wieku potrafią zdobyć się na to, by wziąć udział w pielgrzymce. Co prawda większość grupy stanowiła młodzież w moim wieku, ale starszych osób również nie brakowało. Najstarszy uczestnik miał ponad 80 lat - opowiada Kamila.

Bracia i siostry

Wielu pątników podkreśla, że kaszubska grupa pielgrzymkowa jest wyjątkowa.

- Grupa kaszubska według mnie cechuje się ogromnym powerem, i radością. Także muszę wspomnieć o tradycji zażywania tabaki. Na pielgrzymce co roku poznaję wielu wspaniałych ludzi. Typowy dzień pielgrzymki zaczyna się mszą świętą, potem już w trasie mamy godzinki, rozważanie Pisma Świętego, różaniec, konferencje, koronę i nowennę podczas której modlimy się we wszystkich naszych intencjach - mówi Martyna, która pielgrzymowała po raz piąty.

- Kiedy szłam pierwszy raz bardzo zaskoczyło mnie to, że do innych nieznanych nam osób mieliśmy mówić bracie, siostro. Podoba mi się to, gdyż przecież wszyscy mamy wspólnego Ojca w niebie. Dzięki temu atmosfera jest bardzo miła. Ta pielgrzymka była dla mnie najcięższa, ponieważ szliśmy w wielkich upałach i to było dla mnie największym utrudnieniem, ale jestem zdania że lepsze upały niż deszcz - dodaje Martyna.

- Kaszubska pielgrzymka cechuje się szaleństwem, wielka radością i uśmiechem. Poznałam na niej wiele cudownych osób i mam nadzieje, ze nie stracę z nimi kontaktu - podkreśla Rozalia.

- Najmilszym doświadczeniem pielgrzymowania jest to, iż gdy napotka cię kryzys, ból czy jakiekolwiek inne cierpienie wokół ciebie są ludzie, którzy sami ubolewają nad swoim stanem psychicznym czy fizycznym, a pomimo tego i tak starają się pomóc. Pomagają rozmową, dobrą radą i tym, że po prostu są - mówi Kamila.

- Najbardziej zaskoczyła mnie otwartość braci i sióstr pielgrzymkowych na drugiego człowieka, czego sama doświadczyłam - podkreśla Agata.

Trud pielgrzymowania

Podobno, by dać radę przejść tak wiele kilometrów najpierw trzeba nastawić się psychicznie, wtedy już sama trasa nie jest taka straszna. Jednak w drodze nie brakuje momentów trudnych i chwil zwątpienia. Podczas pielgrzymki wiele dzieje się w głowie, górują emocje i uczucia.

- Gdy wchodzimy do poszczególnych kościołów, bazylik czy klasztorów. Za każdym razem jest to inne uczucie wywołujące wzruszenia. Jednak uklękniecie przed obraz Matki Boskiej wywołał największe wzruszenie. Miałem chwilę zwątpienia, szczególnie wtedy gdy zaczynało mnie coś boleć. Gdy tego nie było bez żadnego problemu pokonywałem dzienne odległości - tłumaczy Kacper.

- Miałam chwilę zwątpienia i kryzysu w połowie naszego pielgrzymowania. Zachorowałam na grypę żołądkową nie dość tego strasznie bolała mnie kostka, przez którą bardzo źle mi się szło. W takim momencie nie miałam sił wstać rano, by dalej iść. Poświęciłam jeden dzień, aby jechać busem, dzięki czemu zregenerowałam siły i ruszyłam dalej do końca. Kiedy dotarłam do Częstochowy czułam spełnienie i siłę, bo dałam radę pokonać tak ciężki kawał drogi. Byłam szczęśliwa i swoją radością zarażałam wszystkich dookoła. Jest to uczucie którego nigdy nie zapomnę - zaznacza Kamila.

- Chwile zwątpienia, a raczej trudności miałam, kiedy musiałam całe dwa dni jechać sanitarką chociaż nic mnie nie bolało. Dostałam bardzo silne uczulenie na asfalt, czyli tak zwaną asfaltówkę. Po dwóch dniach cieszyłam się, że mogę wrócić na trasę - opowiada Agata.

- To dziwne, że po tylu kilometrach, zmęczeniu ma się siłę śpiewać, tańczyć i chwalić Boga. To nie jest normalne, że po kryzysie i zmęczeniu każdego kolejnego dnia idzie się dalej. Bóg naprawdę daje siłę, bo bez Niego by się nie udało - dodaje Elżbieta.

U celu

- Moment, który najbardziej utkwił mi w pamięci to na pewno wejście na polanę w miejscowości Kamyk, z której po 15-dniowej wędrówce widać klasztor jasnogórski. Właśnie wtedy emocje puściły, płacz, ogromna radość i jednocześnie wdzięczność Maryi, że pokonałam tyle kilometrów, aby do niej się udać. Kiedy juę dotarliśmy do Częstochowy czułam wielka radość a jednocześnie smutek że to wszystko już się kończy, że wszystkich niesamowitych ludzi których poznałam zobaczę w większości dopiero za rok - zaznacza Agata.

- Gdy dotarłem do Częstochowy, zobaczyłem wieżę, obraz i tych wszystkich ludzi idących do mamy w duszy płakałem ze szczęścia. Jest to uczucie którego nie da się opisać, trzeba to przeżyć i doświadczyć samemu - wyznaje Kacper.

- Emocje, gdy wchodzisz do Częstochowy są niemożliwe do opisania. Musiałbyś sam spróbować tego doświadczenia. Po 16 dniach ciężkiego marszu zauważasz Sanktuarium i czujesz, że jesteś w domu, że dotarłeś do mamy oraz to jak jesteś silny - mówi Rozalia.

Pielgrzymowanie dla każdego

- Pielgrzymkę polecam każdemu. Temu z małą wiarą, by zobaczyć że Bóg istnieje, kocha i nas wspiera. Oraz temu z wielką wiarą, by poczuć miłość od drugiego człowieka - podkreśla Rozalia.

- Czy poleciłabym pielgrzymkę ? Oczywiście, że tak. Twoje buty pewnie stoją w kącie albo w szafie. Wystarczy je założyć i wyruszyć. Może nie masz planów na wakacje ? A może masz szanse otrzymania wolnego w pracy ? Jeśli chcesz przeżyć najlepsze rekolekcje w drodze. Jeśli chcesz zmienić coś w swoim życiu. Jeśli chcesz podjąć wyzwanie to zaryzykuj. Zapewniam Cię, że nikt nie powiedział, że będzie lekko. Ale warto spróbować. Asfalt prawie wszędzie jest tak samo czarny. Ale twoje serce, twoje życie na początku może być inne a po powrocie już nie takie same. Choć raz warto spróbować - zachęca Elżbieta.

Dominik Ropela

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Koscierski.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.