Zmieniła Kaszuby i ich mieszkańców. Jak wygląda życie rok po nawałnicy?

niedziela, 12 sierpnia 2018 r., 08:00
fot. archiwum

Kilka tysięcy hektarów zniszczonego lasu, kilometry uszkodzonych linii energetycznych, pozrywane dachy z budynków mieszkalnych i gospodarczych, drzewa poprzewracane na samochody i inne obiekty, nieprzejezdne drogi - tak wyglądał poranek 12 sierpnia 2017 roku. Mija rok od kiedy, trwający zaledwie kilkadziesiąt minut, żywioł zmienił krajobraz Kaszub i życie ich mieszkańców. Sprawdziliśmy, czy rok wystarczył, by mieszkańcy powrócili do życia sprzed nawałnicy i czy w ogóle jest to możliwe?

Noc z 11 na 12 sierpnia 2017 roku nieodwracalnie zmieniła krajobraz powiatu kościerskiego, szczególnie dwóch gmin - Lipusza i Dziemian. Potężna nawałnica wyrywała i łamała drzewa, zrywała dachy, niszczyła wszystko, co napotkała na swojej drodze. Około godziny 23. zawył pierwszy alarm w strażnicach. Wówczas strażacy nie mieli pojęcia, że wyjazd w piątkową noc oznacza kilkutygodniową walkę z drzewami poprzewracanymi na drogi i budynki.

W działaniach związanych z usuwaniem skutków nawałnicy brało udział 2.000 strażaków. Odnotowano około 700 interwencji, a więc tyle, ile w poprzednich latach notowano średnio rocznie w całym powiecie.

Nie lada wyzwanie stanęło też przed mieszkańcami, którzy niejednokrotnie musieli zmierzyć się z odbudową całego dobytku życia, domów, budynków gospodarczych i lasów.

Mija rok od kiedy, trwający zaledwie kilkadziesiąt minut, żywioł zmienił krajobraz Kaszub i życie ich mieszkańców. Sprawdziliśmy, czy rok wystarczył, by mieszkańcy powrócili do życia sprzed nawałnicy i czy w ogóle jest to możliwe?

"Dachy już są..."

- W 99 procentach mieszkańcy powrócili do normalnego życia. Dachy na budynkach zostały już położone. Niektórzy jeszcze stawiają stodoły, bo nie zawsze mogli znaleźć kogoś do pracy. W większości obiekty są już odbudowane - mówi Mieczysław Jenta, sołtys Trzebunia.

Trzebuń to niewielka wieś położona w gminie Dziemiany. Choć przez lata burze, intensywne ulewy zawsze omijały wieś, ubiegłoroczna nawałnica spustoszyła otaczające miejscowość lasy, uszkodziła około 60 budynków mieszkalnych, nie wspominając już o innych obiektach. Żywioł wyrządził szkody praktycznie w każdym gospodarstwie.

Dlatego też pamięć o strasznej nawałnicy wciąż jest tu żywa.

- Mieszkańcy cały czas wspominają ten kataklizm. Temat ten przewija się niemal przy każdej rozmowie. Nie da się zapomnieć tego ogromu szkód, jakie nawałnica wyrządziła w naszej wsi. Chyba już na zawsze pozostanie on w naszej głowie - podkreśla sołtys Trzebunia.

Nadal słychać ryk pił w lasach

- Może już nie codziennie, ale jeszcze słychać ryk pił w lasach, już od wczesnych godzin porannych. Mieszkańcy nadal uprzątają tereny leśne i ubolewają nad lasami - przyznaje Mieczysław Jenta, sołtys Trzebunia.

Jak informuje Jolanta Szparkowska, naczelnik wydziału Ochrony Środowiska w Starostwie Powiatowym w Kościerzynie, do urzędu wpływają już pierwsze wnioski właścicieli lasów prywatnych informujących o uprzątnięciu terenów ponawałnicowych.

- Wpłynęły do nas pierwsze wnioski, głównie z terenu Nadleśnictwa Kościerzyna, gdzie straty były o wiele mniejsze. W stosunku do wydanych decyzji, a zbliżamy się w tym przypadku do liczby 600, zgłoszenie jest niewiele, bo zaledwie około 20. Musimy jednak pamiętać, że większość decyzji zostało wydanych dla obszaru Nadleśnictwa Lipusz, a tam nawałnica wyrządziła spore szkody - wyjaśnia Jolanta Szparkowska.

Przypomnijmy, że w Nadleśnictwie Lipusz spustoszyła ponad 7.000 hektarów lasów. Prace przy usuwaniu skutków nawałnicy wciąż trwają.

- Prace związane z uprzątnięciem terenu są na zaawansowanym etapie i przebiegają planowo. Na dziś około 70 proc. powierzchni zostało uprzątnięte. Należy jednak pamiętać, że w większej części naszego nadleśnictwa przeważają obszary, które są objęte zakazem wstępu do lasu mając na względzie zdrowie i życie ludzi - informuje Arkadiusz Bronk z Nadleśnictwa Lipusz.

- Prace związane z usuwaniem skutków klęski nie wiążą się tylko z uprzątnięciem powalonych drzew, ale z odnowieniem lasu na terenach poklęskowych. Dla nas leśników, walka ze skutkami klęski będzie zakończona dopiero wtedy, kiedy na zniszczonych powierzchniach pojawi się młode pokolenie trwałego drzewostanu. Doprowadzenie lasu do zadowalającego stanu potrwa z pewnością jeszcze wiele lat - dodaje.

"Jeżdżące ciężarówki z drewnem - to dziś normalny widok"

- Na naszym terenie największe szkody miały miejsce na terenach leśnych. W rejonie miejscowości Tuszkowy i Śluza praktycznie zniszczone zostało 100 proc. lasów prywatnych i państwowych. Dzisiaj tych lasów nie ma. Następuje za to wywóz ogromnych ilości drewna z terenów ponawałnicowych - przyznaje Marek Klasa, zastępca wójta gminy Lipusz.

- Szkody w gospodarstwach zostały naprawione, domy i budynki gospodarcze praktycznie są odbudowane. Jedyną rzeczą, która przypomina nam o nawałnicy, są lasy, a raczej ich brak. Teren gminy w 70 proc. składał się lasów. Teraz tego lasu w wielu miejscach po prostu nie ma. Właściciele lasów prywatnych, jak i państwowych wciąż pracują. Drzewo w większości zostało wywiezione, ale teren został jeszcze do uporządkowania, a potem i do nasadzenia - dodaje Henryk Koliński, sekretarz gminy Dziemiany.

Na las musimy poczekać sto lat

- Las to ekosystem rozwijający się przez dziesiątki i setki lat. Nawet w przypadku szybkiego odnowienia zniszczonych terenów, las który powstanie będzie znacznie różnił się od poprzedniego. Jako leśnicy, my i następujące po nas pokolenia dołożymy wszelkich starań by przywrócić utracony las, tak by mógł cieszyć nas swoim pięknem. Niestety, trzeba poczekać jeszcze sto lat, żeby podziwiać dojrzałe drzewostany sosnowe - podkreśla Arkadiusz Bronk z Nadleśnictwa Lipusz.

Drogi rozjeżdżone przez ciężki sprzęt

Tym, co jeszcze przypomina o ubiegłorocznej nawałnicy, jest stan dróg, którymi codziennie przejeżdża kilkadziesiąt ciężarówek z drewnem.

- Cały czas następuje wywóz ogromnych ilości drewna. Jest ono wywożone dużymi zestawami po drogach, które w większości nie są utwardzone. Ulegają więc zniszczeniu. Aktualnie najwięcej energii pochłaniają więc nam remonty dróg. Myślę jednak, że z tym tematem uporamy się do końca roku - zaznacza Marek Klasa z Urzędu Gminy w Lipuszu.

- Jesteśmy w trakcie odbudowy dróg. Trochę opóźniamy te prace, bo chcemy, by przed rozpoczęciem robót, leśnicy, jak i prywatni właściciele lasów wywieźli z nich jak najwięcej drewna, by już nie niszczyć naprawionej nawierzchni - mówi z kolei Henryk Koliński z Urzędu Gminy w Dziemianach.

Dziękują za ocalone życie

Mimo ogromu szkód, jakie ubiegłoroczna nawałnica wyrządziła w Kościerskiem, jest też jeden pozytywny aspekt. Szalejący żywioł niszczył lasy i domy, zabierał dachy, ale na szczęście oszczędził mieszkańców. Dlatego też w wielu miejscowościach odbywają się msze dziękczynne.

W Lipuszu na znak pamięci o ubiegłorocznej sierpniowej nawałnicy, ale przede wszystkim w podziękowaniu za ocalone życie, na terenach ponawałnicowych postawiono niemal 12-metrowy krzyż i obelisk.

- Inicjatywa ta powstała z potrzeby serca. Nie tyle jednak chcemy upamiętnić to wydarzenie, co podziękować Bogu za ocalone życie. Żywioł spustoszył naszą gminę, ale na szczęście nikt z mieszkańców nie ucierpiał. Przy prawie 12 metrowy krzyżu, powstał też obelisk z tablicą, a na niej napis "Od powietrza, głodu, ognia i wojny, zachowaj nas Panie. - wdzięczni Panu Bogu za ocalenie życia, mieszkańcy parafii św. Michała Archanioła i gminy Lipusz" - mówi ks. prałat Jan Ostrowski, proboszcz lipuskiej parafii.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Koscierski.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.