Z kaskiem Stocha i koszulką Ronaldo - kolekcjonerska pasja w sportowym wydaniu

poniedziałek, 2 kwietnia 2018 r., 12:00
fot. DS

Dres, w którym Justyna Kowalczyk wywalczyła olimpijskie złoto czy kask Kamila Stocha. Łącznie kilkadziesiąt eksponatów, każdy z oryginalnym autografem sportowca. To cenna kolekcja Przemysława Kowalczuka, maratończyka i nauczyciela wychowania fizycznego z ZSP w Sierakowicach, który poświęcił ponad dwadzieścia lat życia, aby stworzyć ten wyjątkowy zbiór. Wszystko po to, by móc przekazać kawałek historii kolejnym pokoleniom.

Jest Pan maratończykiem. To bardzo wymagająca dyscyplina. Proszę opowiedzieć o swojej sportowej karierze.

Na co dzień jestem nauczycielem wychowania fizycznego. Więc nie trudno się domyślić, że moją pasją jest sport. Był on zawsze częścią mojego życia i do dnia dzisiejszego rozwija się wielokierunkowo. Ze sportem związany jestem zawodowo. Moja decyzja o wyborze i ukończeniu AWFiS w Gdańsku powiązana była z faktem, iż od dzieciństwa uwielbiałem biegać. Pierwsze swoje zawody pamiętam właśnie z przedszkola. Z czasem też w szkole średniej zacząłem ukierunkowywać się pod biegi długodystansowe, by finalnie startować w biegach maratońskich na dystansie 42, 195 km. Za sobą mam już blisko 50 startów na tym dystansie i wiele innych biegów ulicznych na różnych imprezach w Europie. Mile dziś wspominam zawody w Islandii, Szwecji, Danii, Niemczech, Hiszpanii czy Włoszech, podczas których poznałem wielu ciekawych ludzi. Dyscyplina, którą wybrałem wiąże się z wieloma wyrzeczeniami i potężną pracą treningową. Naturalną osłodą więc dla zawodnika za włożony trud jest trofeum sportowe. Z racji wykonywania zawodu do największego własnego sukcesu zaliczyłbym zdobycie tytułu Mistrza Polski w biegu maratońskim nauczycieli. Bieganie to nie tylko wyćwiczony ruch i wysiłek. Powiedziałbym, że to raczej wielka przygoda. W latach 90 - tych kierując się tą myślą wraz z bratem założyliśmy dwusekcyjny klub sportowy - MKS FIGHTER, by móc przygodę tą przekazywać w sposób zorganizowany innym ludziom. Z biegiem czasu mój brat Bartek - wielokrotny reprezentant Polski i Wice Mistrz Świata w taekwon-do, i ja, staliśmy się bardziej trenerami, niż zawodnikami w swoich dyscyplinach. Co miłe, nasze pasje stały się dziś pasjami wielu naszych podopiecznych. Wśród nich znalazło się wielu Mistrzów Polski i laureatów turniejów międzynarodowych w sztukach walki oraz Mistrzyni Europy w biegach przełajowych i czwarta zawodniczka Mistrzostw Świata Weteranów w biegu maratońskim.

Był Pan czynnym sportowcem i wciąż związany jest Pan ze sportem, chociażby treningowo. Skąd się jednak wzięła chęć zbierania autografów?

Moje pierwsze pozyskane autografy pochodzą z drugiej połowy lat 90- tych. Będąc zawodnikiem i szkoleniowcem często przemieszczałem się po kraju i przebywałem w miejscach, w których gościły ikony polskiego sportu. Naturalnym więc była chęć podejścia i porozmawiania z taką postacią. Wspominam tutaj chociażby takie osobowości jak Marian Woronin - najszybszy biały sprinter świata lat 80-tych, Jana Mulak - twórca słynnego lekkoatletycznego "Wunderteamu", Czesław Lang - kolarz szosowy, kierownik Tour de Pologne, Mateusz Kusznierewicz - żeglarz, mistrz olimpijski z Atlanty czy Iwona Guzowska - mistrzyni świata w Taekwon-do i kickboxingu. Otrzymanie wówczas autografu z rąk idola było bardziej instynktem kierowanym przez szacunek do sportowca, którego znała cała Polska i świat. Nie miałem jeszcze wówczas wizji ich kolekcjonowania i były to pamiątki w formie papierowej. Przełomem w podejściu do zbierania autografów i świadomym postanowieniu o stworzeniu kolekcji była pozyskana w 1997 r. moja pierwsza koszulka reprezentanta Polski, najwybitniejszego w historii polskiego hokeisty - Mariusza Czerkawskiego - od 1991 r. zawodnika ligi NHL. Teraz mógłbym powiedzieć, że to dzięki niemu stworzyłem zbiór sporej część polskiej historii sportu.

Jak liczna jest Pana kolekcja? Co bierze Pan pod uwagę wybierając kolejne eksponaty?

Obecnie posiadam kilkadziesiąt eksponatów z autografami, w tym koszulek reprezentacyjnych, startowych i wyjściowych oraz plastronów startowych, dresów reprezentacji, czapeczek, piłek, szlafroków i rękawic bokserskich, jak również nart naszych najwybitniejszych skoczków z przysłowiową wisienką - kaskiem Kamila Stocha. Same w sobie eksponaty, które posiadam są niepowtarzalne i w większości były wystawiane w jedynym egzemplarzu. Uważam również, iż tą niepowtarzalność utrzymuję dzięki doborze nazwisk sportowców. W swej kolekcji staram się upamiętnić przede wszystkim najwybitniejszych naszych zawodników reprezentujących daną dyscyplinę lub grę. W ten sposób kadruję historię polskiego sportu, zachowując jej najwyższy poziom.
Równolegle z autografami zbieram również stary, często przedwojenny sprzęt sportowy oddający ducha minionej epoki oraz przedmioty związane z poszczególnymi minionymi olimpiadami. To też ciekawy temat, bo upływający czas pokazuje chociażby jak bardzo ewaluuje technologia.

Domyślam się, że nie łatwo dotrzeć do źródła oryginalnych ubrań sportowców, w dodatku z autografem. W jaki sposób pozyskuje Pan je pozyskuje?

Jest to często długi proces wielu rozmów, oparty na wielu kontaktach. Przez 20 lat mojej pasji poznałem wielu ludzi będących blisko wielkiego sportu oraz potrafię docierać do ludzi posiadających ciekawe pozycje. Również poza granicami kraju, jak chociażby w USA i Anglii. W ostatnich latach jednym ze źródeł autografów są stowarzyszenia współpracujące ze sportowcami, w ramach pomocy charytatywnej. Jedną z tych opcji są aukcje Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Co jest dla Pana najcenniejsze w tej kolekcji?

Najcenniejsze w moim mniemaniu są oczywiście nazwiska przypisane autografem do ciekawych sportowych eksponatów. Są to w większości polscy olimpijczycy, mistrzowie świata i Europy oraz reprezentanci takich ekskluzywnych sportów jak F1, NBA, NHL czy zawodowego boksu. Nie mniej jednak w swej kolekcji najbardziej doceniam autografy złożone na prywatnym sprzęcie i odzieży danego sportowca, a zwłaszcza te, które posiadają emblemat naszego orzełka i stanowią wizytówkę kadry Polski. Ogromnym sentymentem wśród tej kolekcji obdarzam wspomniany kask Kamila Stocha, narty Adama Małysza i obecnej reprezentacji Polski, szlafrok ringowy Tomasza Adamka, czy koszulki meczowe Bartka Kurka, Marcina Gortata, Sławomira Szmala, Karola Bieleckiego, Mariusza Czerkawskiego oraz Roberta Kubicy i Rafała Majki. W swych zbiorach posiadam również wybitnych sportowców zagranicznych, takich jak Mike Tymona, Cristiano Ronaldo, Michaela Schumachera czy Fernando Alonso oraz Lewisa Hamiltona. Najcenniejszym moim eksponatem jest jednak autentyczny dres olimpijski z Vancouver Justyny Kowalczyk, która dzięki swej heroicznej i samotnej walce z norweskimi biegaczkami stała się synonimem fightera i zajmuje obecnie drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów kobiecych biegów narciarskich.

To drogie hobby?

Niestety drogie. W grę wchodzą przecież eksponaty, które często okryte były sentymentem przez samych właścicieli. Sportowcy przeżyli w nich godziny swych treningów, meczów, startów czy walk. Zerkając co roku na aukcje prowadzone przez WOŚP, jestem świadomy tego, że większość z moich autografów uzyskało by tam ceny od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Są to wymowne kwoty. Nie mniej jednak w kolekcji posiadam również przedmioty, które otrzymałem bezpłatnie, bo doceniony został fakt, iż to co robię, ma głębsze przesłanie.

Zdarzyło się Panu z czegoś zrezygnować, aby móc kupić kolejną rzecz?

Raczej nie przypominam sobie takich sytuacji. Nie na co dzień przecież dotrzeć można do przedmiotów, które kolekcjonuję. Zawsze przygotowywałem się finansowo, by móc zrealizować kolejną transakcję. Gdybym jednak nie działał z wyprzedzeniem, to niewątpliwie musiałbym stawać przed trudnymi wyborami.

Jak rodzina reaguje na te wydatki?

Moja rodzina nie neguje moich zainteresowań. Wie ile znaczy dla mnie sport. Raczej z zaciekawieniem przygląda się temu, co mogę okazać i często wiąże dany eksponat ze sportowcem, który pojawia się jeszcze czynnie w mediach. Od momentu jednak gdy moja najbliższa rodzina powiększyła się, nie przedkładam mojej pasji nad potrzeby dnia codziennego i to tym razem ja akceptuję z oczywistych powodów.

Co chciałby Pan jeszcze pozyskać?

Odpowiadając szybko, bez zastanowienia, to z pewnością autograf Ireny Szewińskiej - naszej królowej lekkiej atletyki, Roberta Lewandowskiego, Zbigniewa Bródki, Michała Kwiatkowskiego, przedstawicieli tenisa ziemnego - Wojciecha Fibaka i Agnieszki Radwańskiej oraz nieżyjącego już najlepszego naszego tenisisty stołowego - Andrzeja Grubby.

Kolekcja już liczy kilkadziesiąt eksponatów. Co dalej?

Z pewnością będę dążył do jej poszerzenia o tych wielkich sportu, którzy zakończyli już swoją karierę, jak również o kolejne przysłowiowe diamenty tworzące historię polskiego sportu. Z pewnością jak czynię to od lat, eksponować ją będę na różnych uroczystościach szkolnych. W ramach promocji sportu. Gdy przyjdzie jednak czas, przekażę ją kolejnym pokoleniom swej rodziny. Gdyby jednak nie było nią zainteresowania, jestem zdecydowany przekazać kolekcję odpowiedniej instytucji lub muzeum, by zbiory te cieszyły wszystkich innych sympatyków sportu i zachowane zostały w całości, jako nasze dobro narodowe.

DS

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Koscierski.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.