Alkohol niszczył im życie. Uratował ich Al-Anon

niedziela, 1 kwietnia 2018 r., 12:40
fot. internet/pixabay.com

Płonąca świeca jako znak ciepła i nadziei. Wspólna modlitwa o pogodę ducha. A potem rozmowy, wymiana doświadczeń, wsparcie. Tak w wielkim skrócie wygląda spotkanie w grupie Al-Anon, na mityngu dla rodzin i przyjaciół alkoholików.

To tu najczęściej po raz pierwszy dowiadują się, że alkoholizm to choroba, która dotyczy nie tylko osoby uzależnionej, ale także jej bliskich. Uzyskują pomoc i wsparcie - to najbardziej potrzebne i najważniejsze - psychiczne. Zyskują przyjaciół. Dowiadują się, że też są ważni. Uczą się żyć w sposób satysfakcjonujący i szczęśliwy.

W Polsce takich grup jest około 400. Jedna z nich działa w Łubianie. Pod koniec marca minęło już siedem lat, od momentu pierwszego spotkania. Od tego czasu co tydzień spotykają się członkowie rodzin alkoholików. Raz w miesiącu może przyjść każdy, kto jest zainteresowany tym tematem, również osoby uzależnione. Jest to czas dzielenia się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją!

Aleksander - Wszystko zaczyna się niewinnie...

- Alkoholikiem był mój ojciec, choć nigdy nie przyznał, że jest uzależniony. Matka również twierdziła, że ojciec nie ma problemu z alkoholem. U mnie zaczęło się ponad 30 lat temu. Wszystko zaczyna się niewinnie - opowiada Aleksander, trzeźwiejący alkoholik.

Nawet nie wiesz kiedy, a już jesteś alkoholikiem. Zaczęło się od kilku piw raz na jakiś czas. Z czasem piłem codziennie. Najpierw po pracy. Potem przed i po. Na okrągło. Przez żonę poszedłem na pierwsze leczenie. Podczas picia narobiłem dużo długów. Gdy wracałem z leczenia, moje długi wychodziły na jaw. Nie chciałem pić, ale zaczęły się awantury. Wypominanie. Żona nie wierzyła, że chcę przestać pić. Rzucałem się w wir pracy. Spanie, praca, pretensje, awantury. Pojawiało się jedno piwo. Potem drugie, trzecie, kolejne. I wszystko zaczynało się od początku.

(Czterokrotnie przechodził leczenie. Między terapiami przerwy od picia trwały około roku.)

Jolanta - Usłyszałam, że alkoholizm do choroba. Byłam w szoku

Chciałam się rozwieść z mężem. Miałam dosyć jego picia. To było siedem lat temu. W kościele usłyszałam o Al-Anon. Szukałam koleżanki, żeby któraś ze mną poszła. Żadna nie chciała, choć też borykały się z takim problemem. Poszłam więc sama - wspomina żona Aleksandra.

Byłam wystraszona. Spięta. Bałam się. Wchodzę do sali. Znałam jedną osobę, drugą. Zastanawiałam się, co oni tu robią. Zostałam przyjęta bardzo serdecznie. Obcy ludzie przytulali się do mnie. Nie wiedziałam co się dzieje. Już po pierwszym spotkaniu wdrożyłam w swoje życie wskazówki, które usłyszałam na spotkaniu. Usłyszałam, że alkoholizm jest chorobą. Wcześniej było to dla mnie nie do pomyślenia. Zawsze twierdziłam, że jeśli tylko nie chcesz, to nie będziesz pić, że wszystko zależy od woli danej osoby. Usłyszałam też, że alkoholizm mojego męża nie jest moją winą, choć przez lata wpajano mi, że jest inaczej.

Pamiętam pierwsze dni po tym spotkaniu. Mąż mówił, jaka jestem fajna, miła. On z kolegami sobie tam pije, a ja na nich nie krzyczę. Potem było już gorzej... dla męża. Nie przyniósł wypłaty, bo połowę z niej przepił. Zaczęły się schody, bo zaczęłam czegoś od niego wymagać. Powiedziałam, że to nie jest jego wypłata, tylko nasza. Już wiedziałam, że mam prawo do wspólnych pieniędzy, że nie może być tak, że jedno przepije swoją pensję, a drugie musi utrzymywać całą rodzinę.

Odzyskałam drugą połowę wypłaty. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Nie dałam mu pieniędzy, przeznaczyłam je na życie. Musiał sam sobie poradzić. Mimo wszystko jeździł do pracy. Wyciszył się. Pewnego dnia leżał na kanapie. Podeszłam do niego. Powiedziałam, że ma ostatnią szansę, by zdecydować o naszej przyszłości. Wyznaczyłam mu czas. Postanowił, że pójdzie się leczyć.

Byłam szczęśliwa, ale mówiąc szczerze, nie wierzyłam w to, że tym razem przestanie pić.

Takiej trzeźwej miłości nie doświadczyliśmy przez 25 lat

- Pierwszy telefon z terapii. Był inny niż te poprzednie. Przez słuchawkę płynął ciepły głos. Czułam tę zmianę w jego nastawieniu. Ja inaczej do niego mówiłam. On też inaczej do mnie mówił. W naszych rozmowach było więcej ciepła, wzajemnego zrozumienia. Tym razem z chęcią pojechałam na spotkanie rodzin. Wtedy już wiedziałam, że alkoholizm to choroba i to nie tylko mojego męża, ale całej naszej rodziny - opowiada Jolanta.

Byliśmy pokłóceni. Chciałam przecież rozwodu. Po prelekcji o chorobie alkoholowej, odnalazłam męża, który błąkał się gdzieś na korytarzu. Chwyciliśmy się za ręce i poszliśmy na bardzo długi spacer, który odmienił nasze życie. Pamiętam to dokładnie, jakby było to wczoraj. Odnaleźliśmy się na nowo.

(Kolejne dwa miesiące mąż Joli spędził na leczeniu.)

Gdy wrócił, wyjaśniliśmy sobie wszystkie nieporozumienia. Zaczęliśmy od nowa. Od nowa zakochaliśmy się w sobie. Takiej trzeźwej miłości przez 25 lat nigdy nie mieliśmy! I trwa do dziś.

Mnie i nasze małżeństwo uratował Al-Anon. Nasze życie zmieniło się diametralnie. Ta grupa dała mi bardzo dużo. Nie oceniam, nie krytykuję. Staram się odbudować więzi z naszymi dziećmi, a mamy ich sporo - kończy swoją historię Jola.

- Żona zrozumiała, że jest to choroba. Postanowiliśmy, że zamykamy za sobą drzwi z dorobkiem 25 lat krzywd, kłótni, płaczu. Musieliśmy zakończyć ten rozdział wypominania, ciągłych wyrzutów, by rozpocząć nowe, wspólne życie. Ostatnie siedem lat jesteśmy w prawdziwym związku opartym na szczerości, miłości, wzajemnym wspieraniu. Na papierze jesteśmy małżeństwem od 32 lat, ale tak naprawdę od siedmiu. Żona wciąż korzysta z mityngów Al-Anon, a ja z mityngów AA - przyznaje Aleksander.

Magdalena - w Al-Anon uczę się "odpuszczać"

W Al-Anon nie ma lekarza, psychologa czy terapeuty. To grupa samopomocowa, dzielimy się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją. Na spotkanie może przyjść każdy, kto cierpi z powodu picia bliskiej mu osoby. I co najważniejsze, główną zasadą jest anonimowość, czyli nie ujawniamy osób, które uczestniczą w mityngu, ani zasłyszanych spraw i zdarzeń. Program Al-Anon jest programem duchowym, więc skorzystać może z niego każdy bez względu na wyznanie i światopogląd.

Wiele osób przychodzi na pierwszy mityng Al-Anon w poszukiwaniu pomocy dla alkoholika. Zrozpaczeni, nie zdają sobie sprawy, że sami potrzebują pomocy. Ja miałam tak samo. Uczestnictwo w mityngach Al-Anon pozwala zrozumieć nieskuteczność działań zmierzających do powstrzymania alkoholika od picia. Tu zrozumiałam, że jestem bezsilna wobec alkoholu. Zobaczyłam potrzebę pracy nad sobą, w wyniku której uzyskałam stabilizację emocjonalną. Dłuższy czas uczestniczenia w spotkaniach korzystnie wpływa na rozwój osobisty. Wzmacnia odporność na manipulacje, uczy pozytywnego spojrzenia na siebie i innych oraz stwarza szansę naprawy wzajemnych relacji z niepijącymi członkami rodziny, przede wszystkim z własnymi dziećmi.

Maria - Kiedyś liczył się tylko mąż-alkoholik. Teraz wiem, że ja też jestem ważna

Byliśmy małżeństwem od 25 lat. Alkohol w naszym związku był obecny od początku. Byłam młoda. Zauroczona. Też od czasu do czasu wypiłam. Z czasem mąż pił coraz więcej, a ja praktycznie już wcale. Ciągłe awantury. Jeden wielki koszmar. Tragedia. Picie. Błaganie o to, aby przestał. Tak to się ciągnęło 25 lat. Pomocy szukałam w internecie. Natrafiłam na grupę dla współuzależnionych. Ta forma jednak nie do końca mi odpowiadała. Dowiedziałam się o grupie Al-Anon w Łubianie.

Pierwsze spotkanie. Wszyscy mnie przytulali. Byłam zaskoczona. To, co mnie przeraziło, to modlitwa "Boże użycz mi pogody ducha". Do kościoła chodziłam może trzy razy do roku. Mimo to przyjeżdżałam. Słuchałam. Czasami wyciągałam z tego coś dla siebie. Czasem nic. Jeździłam przez pół roku.

W końcu zaczęłam się otwierać na ludzi. Rozmawiać z ludźmi. Moje życie towarzyskie przez picie męża zanikło, wręcz bałam się, że ktoś może do nas przyjechać, gdy mąż będzie pijany i będzie wstyd. Bałam się spotykać z ludźmi. Wstydziłam się. A tutaj odzyskuję życie. Mam z kim porozmawiać, komu ponarzekać i się pośmiać, bo tu nie biadolimy na tych naszych alkoholików. Przychodzimy po to, aby przestać o tym myśleć. Mieć swoje życie.

W Al-Anon odzyskałam też wiarę w Siłę Wyższą, jakkolwiek ją pojmujemy. Często mówię Modlitwę o pogodę ducha: "Boże użycz mi pogody ducha, aby godził się z tym, czego nie mogę zmienić. Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić. Mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego".

Małgorzata - Al-Anon dodało mi pewności siebie

Trafiłam tu ponad 1,5 roku temu. Chciałam coś zmienić w życiu. Nie wiedziałam jak to zrobić. W poradni usłyszałam, że w Łubianie jest taka grupa Al-Anon i warto pójść na spotkanie. Dotarłam na nie dopiero za trzecim razem. Początkowo była nastawiona niechętnie do grupy, ale już od pierwszego spotkania coś mnie tam ciągnęło. Dojeżdżam kilkadziesiąt km. Na początku przyjazd tam był wielkim przedsięwzięciem. Musiałam zorganizować opiekę nad dziećmi. Nie było to łatwe.

W Al-Anon zyskałam poczucie bezpieczeństwa, akceptacji i radości. Nikt do niczego nas tutaj nie zmusza. Na początku nic nie mówiłam, tylko słuchałam. Zobaczyłam, że inne kobiety mają podobne doświadczenia do moich. To dało mi ogromny spokój, ale też mogłam się uczyć na ich doświadczeniu. Ja osobiście na jakiś czas rozstałam się z mężem, do tego też potrzebowałam odwagi. Ale nikt mnie do tego nie namawiał, bo w Al-Anon nie udziela się rad. Musiałam sama zdecydować, co zrobić z moim życiem. Dzięki Al-Anon ja się zmieniłam. Myślę, że to wpłynęło też na to, że mój mąż teraz nie pije. Jesteśmy razem. Al-Anon dodało mi pewności siebie. Teraz wiem, że poradzę sobie w każdej sytuacji.

Al-Anon to grupa samopomocowa, duchowa, ale nie religijna. Przyjść może każdy. Spotkania odbywają się co tydzień w piątki o godzinie 18. w budynku Centrum Sportu i Rekreacji w Łubianie (budynek byłego dworca PKP, wejście od strony torów).

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Koscierski.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.