Porządkują powalone drzewa i walczą z czasem. Właściciele lasów kontra skutki nawałnicy

czwartek, 15 marca 2018 r., 10:25
fot. internet/dziemiany.pl

Zegar tyka, a leśnicy oraz właściciele lasów prywatnych wciąż walczą z powalonymi drzewami. Porządkowanie skutków nawałnicy na terenie powiatu kościerskiego potrwa jeszcze długo. Nadleśnictwo Lipusz daje sobie na to czas do marca przyszłego roku. Sprawdziliśmy, jak radzą sobie właściciele lasów niepaństwowych.

Nadleśnictwo Lipusz, pod którego nadzorem są lasy państwowe z terenu gmin Dziemiany oraz Lipusz, szacuje, że podczas nawałnicy uszkodzonych zostało 18 tys. hektarów lasu. Całkowicie zniszczonych około 8.000 hektarów. To bardzo rozległy teren, z którym nadleśnictwo musi sobie poradzić.

- Planujemy uporządkować wszystko do marca 2019 roku. Pracy jest jeszcze bardzo dużo. Szacujemy, że uprzątnęliśmy zaledwie 25 proc. powierzchni. Są leśnictwa, z którymi już się uporaliśmy, niestety są też takie, do których dopiero planujemy wejść. Przede wszystkim ze względu na warunki pogodowe i trudności terenowe - tłumaczy Anna Kukier, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Lipusz.

W równie trudnej sytuacji są właściciele lasów prywatnych. Starostwo Powiatowe w Kościerzynie, które sprawuje formalny nadzór nad lasami prywatnymi, wydało ponad 500 decyzji administracyjnych nakazujących uprzątniecie terenu.

- Praktycznie wszyscy, którzy zgłosili szkody, otrzymali decyzje. W większości przypadków właściciele lasów prywatnych na uprzątniecie swojego terenu mają czas do końca marca 2019 roku. Pierwsze decyzje określały wcześniejsze terminy, jednak bez problemu wydłużamy je, jeżeli ktoś z uzasadnionych względów nie jest w stanie wywiązać się z terminu - tłumaczy Jolanta Szparkowska, naczelnik wydziału Ochrony Środowiska.

Powierzchnia do uprzątnięcia to łącznie 2.800 hektarów. Starostwo szacuje, że 1.600 hektarów to złomy i wywroty, a aż 1.200 to całkowicie zniszczony las.

- Według naszych szacunków uporządkowanych zostało około 35 proc. powierzchni - dodaje Jolanta Szparkowska.

Właściciele gruntów po wykonaniu prac otrzymają wynagrodzenie z Funduszu Leśnego. Będzie to wskaźnik powierzchni pomnożony przez przelicznik, który będzie zależał od wieku drzewostanu - od 4.000 do 6.000 zł za hektar. Zarówno wiek drzewostanu jak i powierzchnię oceniać będą pracownicy nadleśnictwa. Jednak tylko wykonanie decyzji do końca roku, gwarantuje właścicielom lasu wynagrodzenie zwolnione z podatku dochodowego. Tak wynika z rozporządzenia ministra finansów. W przypadku powiatu kościerskiego niewielu właścicieli ma na to szansę.

Jak mówi wójt gminy Lipusz, Mirosław Elbertowski, widać światełko w tunelu. Większość właścicieli dobrze radzi sobie z porządkowaniem. Jednak nie na własną rękę.

- Z rozmów wynika, że wielu wynajmuje firmy. Praca jest niebezpieczna i lepiej sobie radzić maszynami, niż ręcznie. Co prawda to kosztuje, bo najpierw muszą zainwestować, by później mieć zysk ze sprzedaży. Wiem, że niektórzy zlecają usługi kompleksowe. Wynajęta firma oprócz tego, że pozyskuje drewno, od razu je też zabiera. W ramach rozliczenia częściowo pobiera zysk ze sprzedaży drewna. Przynosi to mniejsze korzyści finansowe, ale nie wiąże się z ryzykiem, a właściciele nie mają problemu ze zbytem - tłumaczy Mirosław Elbertowski.

Problemów ze sprzedażą pozyskanego drewna boją się właściciele lasów. Zbliżająca się wiosna nie jest dla nich dobrą perspektywą. Wiosną zmienią cię cechy powalonych drzew. Będzie można je sprzedać na opał czy celulozę, ale nie już np. na drewno użytkowe.

- Wartość drewna znacznie spadnie, ale jeszcze przez dłuższy czas będziemy mieli możliwość wykorzystania go do innych celów, np. na przerób chemiczny. Bardzo dużo zależy od pogody i warunków panujących w lesie - wyjaśnia Anna Kukier z Nadleśnictwa Lipusz.

Z punktu widzenia leśników pojawią się też dużo większe zagrożenie. To zagrożenie pożarowe. Jak tłumaczą leśnicy, szczególnie duże będzie ono na przełomie kwietnia i maja. W lasach pozostaje bardzo duża masa drzewna organiczna, która dodatkowo jest połamana i zalega na gruncie. Jest to groźne w przypadku sosny, której drewno i igliwie zawiera substancje żywiczne. Gdy przyjdzie susza wiosenna i pojawi się pożar. Nie będzie to pożar tylko ściółki, ale już pożar całkowity lasu.

Z tego względu spieszą się zarówno leśnicy, jak i właściciele lasów prywatnych. Wiedzą, że czas odgrywa tutaj bardzo dużą rolę. Jak mówi wójt gminy Dziemiany Leszek Pobłocki, mieszkańcy gminy pracują bardzo intensywnie.

- Kaszubi jako naród bardzo pracowity i dbający o to, żeby wszystko co ma wartość nie uległo zniszczeniu, starają się te lasy szybko uporządkować. Robią wszystko, żeby to, co pozostało z tych lasów, nie poszło w niwecz. Wielu pracuje na własną rękę, ale gdy ktoś ma straty rzędu kilkudziesięciu hektarów, nie jest w stanie sobie z tym poradzić i korzysta z pomocy firm - tłumaczy wójt gminy Dziemiany, Leszek Pobłocki.

Po uporządkowaniu lasu przyjdzie czas na ponowne jego nasadzenie. Na to właściciele mają czas do 2022 roku. Zatem walka z czasem trwa. Zarówno na płaszczyźnie finansowej, jak i tej związanej z przyszłością lasu. Najważniejsze jednak, aby każdy kto las porządkuje, dbał o bezpieczeństwo.

DS

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Koscierski.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.