Codziennie walczy ze śmiercią. Każde uratowane życie to dla niej ogromna satysfakcja

niedziela, 28 stycznia 2018 r., 11:00
fot. MD-Z

Oddział intensywnej opieki medycznej to miejsce, do którego trafiają pacjenci w stanie ciężkim i krytycznym. W innych warunkach najpewniej nie mieliby szans na przeżycie. Na tym oddziale codziennie trwa walka o jakieś życie. O tym, jak wygląda praca tam z dr Hanną Koselą-Kitowską, która przez ponad 30 lat kierowała OIOMem w kartuskim szpitalu rozmawiała Magdalena Damps-Zdrojewska.

Przepracowała Pani w kartuskim szpitalu ponad 30 lat. Od 1987 kierowała pani Oddziałem Intensywnej Opieki Medycznej. Dzięki Pani staraniom ten oddział powstał i się rozwijał. Jak wyglądały początki?

Pracę w szpitalu w Kartuzach rozpoczęłam w 1986 roku. Wcześniej pracowałam w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Elblągu, gdzie uzyskałam kwalifikacje specjalisty w dziedzinie Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Tutaj funkcjonował tylko Dział Anestezjologii. W 1987 r. zostałam jego kierownikiem. Anestezjolog zajmował się głównie znieczuleniami do zabiegów, nie było intensywnej terapii. Tymczasem ze względu na ukształtowanie terenu na Kaszubach, charakter dróg i duży ruch, dochodziło do bardzo wielu wypadków komunikacyjnych. Wszyscy ranni z naszego terenu trafiali do szpitala w Kartuzach. Oprócz wiedzy, do ratowania tych chorych potrzebny był specjalistyczny sprzęt, a szczególnie respirator, aparat do prowadzenia sztucznego oddychania. W szpitalu brakowało wszystkiego, od możliwości diagnostycznych, poprzez aparaturę monitorującą, po sprzęt jednorazowy, a przede wszystkim kadry, zarówno lekarskiej jak i pielęgniarskiej.

Pani podjęła działania, aby to zmienić...

Wspólnie z moim mężem, dr. J.Kitowskim, ówczesnym Ordynatorem Oddziału Chirurgii, na jego oddziale wydzieliliśmy salę intensywnego nadzoru, gdzie leżeli najciężej chorzy po urazach i ciężkich operacjach, którzy byli pod naszą szczególną opieką i zwiększonym nadzorem pielęgniarek. Udało się uzyskać pierwszy respirator, używany, który przekazała nam pani prof. M. Referowska ze Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku, następny pochodził z darów ze Szwecji. Aby uzyskać zwiększenie zatrudnienia pielęgniarek w oddziale, utworzyliśmy Pododdział Intensywnej Terapii w ramach Oddziału Chirurgii. Wybraliśmy i wyszkoliliśmy odrębny zespół dla opieki nad tymi chorymi. Stopniowo zakupiono nowe, specjalistyczne łóżka, kardiomonitory, respiratory, pompy infuzyjne i inny drobny sprzęt, szkolono lekarzy. Poprawiały się też warunki znieczuleń do zabiegów. Wymieniono aparaty do znieczuleń na nowocześniejsze, wyposażano kolejne stanowiska znieczulenia. Istniała jednak potrzeba leczenia w warunkach intensywnej terapii chorych nie tylko chirurgicznych, ale także innych pacjentów, po reanimacjach, z ciężkimi chorobami internistycznymi, neurologicznymi, z ciężkimi zakażeniami, w sepsie, po zatruciach, itd. Utworzono więc w 2001 r. odrębny Oddział Anestezjologii i intensywnej Terapii dla pacjentów z wszystkich oddziałów szpitala, ale lokalizacja pozostała ta sama, w wydzielonej części oddziału chirurgii, ze wspólnym zapleczem. Powstała potrzeba znalezienia nowej lokalizacji, również ze względów sanitarnych.

Po latach w końcu udało się spełnić marzenie o osobnym oddziale.

Tak, 10 lat temu przenieśliśmy się do nowo wybudowanego skrzydła szpitala. Dzięki staraniom dra J. Ropla, który był wówczas zastępcą dyrektora ds. lecznictwa, oraz radnym powiatowym, a także J. Matkowskiego, dyrektora szpitala, Starostwo Powiatowe przy wsparciu samorządów gminnych, zrealizowało ten projekt. Warunki lokalowe zdecydowanie się wówczas poprawiły, jednak nadal brakowało nam sprzętu. Przez następne lata dokonywaliśmy kolejnych zakupów i dziś oddział jest w pełni wyposażony, spełnia wymagane standardy. Równolegle z przemianą mojego oddziału zmieniał się cały szpital, dokonywano przebudowy, remontów, wyposażano oddziały, rozszerzono diagnostykę, powstał Szpitalny Oddział Ratunkowy, rozwijało się laboratorium, a przede wszystkim przybywało specjalistycznej kadry i dzisiaj nasz szpital to nowoczesna placówka, która bardzo dobrze funkcjonuje i cały czas się rozwija.

Oddział Intensywnej Opieki Medycznej to oddział, na który trafiają najtrudniejsze przypadki. Jakich pacjentów tu leczycie?

To pacjenci najciężej chorzy. Bez tego oddziału nie mieliby szans na przeżycie. Wymagają oddechu zastępczego, mają niewydolność wielonarządową. wymagają wielokierunkowego intensywnego leczenia. Na naszym oddziale zwalczamy zakażenia,wyrównujemy wszelkie zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu, regulujemy czynności narządów i układów, których funkcjonowanie jest niezbędne do życia - układu oddechowego, krążenia, mózgu, układu moczowego, leczymy pacjentów po ciężkich zabiegach chirurgicznych, z ciężkimi zakażeniami, po udarach mózgowych, po ciężkich urazach, zatruciach, z przewlekłymi chorobami serca i płuc w okresie ich niewydolności, itd.

Jak wygląda praca, opieka nad chorymi na tym wydziale?

Pacjenci są pod ścisłym nadzorem lekarsko-pielęgniarskim, przez 24 godziny na dobę. Monitorujemy w inwazyjny sposób działanie układu krążenia, mamy ciągły zapis EKG i utlenowania krwi, ciśnienia tętniczego, obserwujemy diurezę,temperaturę ciała. Leczenie obejmuje również odżywianie specjalistycznymi dietami podawanymi do żołądka lub dożylnie. Wszystko jest pod ciągłą kontrolą. Nasi pacjenci w większości są nieprzytomni lub wprowadzani w śpiączkę farmakologiczną, wymagają więc całkowitej opieki osób trzecich. Tę opiekę zapewniają poprzez ciężką i ofiarną pracę pielęgniarki, które są bardzo dobrze wykwalifikowane i całe serce wkładają w tę pracę. Wykonują nie tylko zlecenia lekarskie, ale pielęgnują chorych, zabezpieczają ich przed odleżynami.

Praca na tym oddziale musi wymagać wyjątkowej empatii. Odpowiedniego podejścia zarówno do pacjenta, jak i jego rodziny.

Ta praca jest ogromnie stresująca. Dzieją się tu rzeczy nagłe, gdzie trzeba podejmować szybko decyzje, bo od tego zależy życie pacjentów, a obcowanie z cierpieniem i umieraniem jest bardzo obciążające psychicznie, nie można się na to uodpornić. Leczymy chorych w stanie zagrożenia życia. Rodzina chorego, która jest wówczas w trudnym okresie, martwiąc się o swoim bliskich, wymaga wyjątkowego podejścia. Ta praca obciąża ogromnie fizycznie i psychicznie cały personel oddziału.

Oddział intensywnej terapii to oddział, na którym z natury rzeczy, śmiertelność jest najwyższa...

Na nasz oddział przyjmujemy każdego pacjenta, którego życie jest bezpośrednio zagrożone. Zdarza się tak, że rokowania poprawy są nikłe, a tymczasem pacjenta udaje się uratować. Każde uratowane życie daje nam radość i energię do dalszej pracy. Staramy się dla każdego pacjenta zrobić wszystko, co jest możliwe. Podejmujemy próbę ratowania nawet wtedy, gdy nie ma szans, bo zawsze mamy nadzieję, że się uda.

Czy życie należy ratować za wszelką cenę czy jest moment, kiedy należy pozwolić komuś odejść?

Jest to bardzo trudne zagadnienie i dyskutują o tym autorytety wśród etyków i lekarzy anestezjologów. Z jednej strony pojawiły się możliwości podtrzymywania funkcji życiowych umierającego pacjenta i jest oczekiwanie rodziny, że chorego uda się uratować, a z drugiej strony w niektórych przypadkach nasze starania tylko przedłużają umieranie, gdyż chory nie ma już rezerw i nie nie można przywrócić funkcjonowania ważnych dla życia układów. Nie ma na to reguły, jak w takim wypadku postępować i kiedy zaprzestać prowadzenia uporczywej terapii. Do każdego pacjenta trzeba podejść indywidualnie.

Praca na oddziale z tak wysoką śmiertelnością musi być dla lekarza ogromnie trudna.

Jest to ogromnie trudne i stanowi wielki minus naszego zawodu. Wiele mówi się o stresie towarzyszącym innym zawodom - pracy strażaka, policjanta, czy nauczyciela, mniej zawodzie lekarza. Śmierć pacjenta zawsze dotyka lekarza, jak i pozostały personel.

Jak sobie z tym radzić? Czy po trzech dekadach pracy w zawodzie ze śmiercią można się w jakiś sposób oswoić?

Nie. To zawsze jest trudne, tym bardziej, im lepiej poznało się pacjenta i jego rodzinę. Wytwarza się wtedy pewnego rodzaju więź i bardziej identyfikujemy się z bólem, jaki przeżywa rodzina w chwili utraty kogoś bliskiego. Nie da się pozostać wobec tego obojętnym.

Lekarze oddziału intensywnej terapii są również tymi, którzy rozmawiają z bliskimi o możliwym oddaniu narządów. Jaka jest świadomość społeczeństwa temat transplantologii?

To są najtrudniejsze rozmowy, ponieważ rodzinie wydaje się, że pacjent wciąż żyje, bo serce bije. Ale tak nie jest, ponieważ nastąpiła śmierć mózgu i pacjenta uznaje się za zmarłego. Orzeka o tym specjalna komisja, po przeprowadzeniu wielu badań i testów. W tym okresie sztucznie utrzymuje się jeszcze oddychanie i krążenie, co pozwala na pobranie narządów, które mogą uratować życie innym pacjentom, dla których przeszczep jest jedyną nadzieją. Zgodnie z obowiązującym prawem, jeżeli dana osoba nie zgłosiła sprzeciwu do Centralnego Rejestru Sprzeciwów, to można pobrać narządy od takiej osoby. Świadomość naszego społeczeństwa na ten temat jest wciąż dość niska.

Po 30 latach kierowania Oddziałem zdecydowała się pani, by zrezygnować z funkcji ordynatora i przejść na emeryturę. Decyzja była trudna?

Tak, długo to rozważałam, i po 38 latach pracy zdecydowałam się przejść na emeryturę, gdyż ta praca niesie z sobą ogromne obciążenie psychiczne i fizyczne. Tak, jak większość lekarzy w Polsce borykałam się ze zbyt dużą ilością godzin pracy i czułam się już zmęczona, gdyż niewiele czasu pozostawało na odpoczynek i inne zajęcia. Coraz częściej miałam świadomość kurczącego się pozostałego czasu. Chciałabym realizować to, co odkładałam na później, więcej czasu spędzać z rodziną i rozwijać moje liczne zainteresowania.Nie zrywam jednak z medycyną, pozostanę na oddziale jako lekarz dyżurujący.

W czasie mojej wieloletniej pracy w szpitalu w Kartuzach rozwinęłam Anestezjologię, stworzyłam od podstaw Oddział Intensywnej Terapii i przez wiele lat rozwijałam go, stale podnosząc standardy, spotykając się przy tym z dużą życzliwością i wsparciem ze strony kolejnych dyrektorów szpitala. Szkoliłam młodych lekarzy, byłam kierownikiem specjalizacji kilku lekarzy anestezjologów,z których część pracuje nadal w naszym oddziale. Świetnie układała mi się współpraca z pielęgniarką oddziałową, panią M. Formela, która pracowała ze mną od początku, współorganizowała ze mną oddział, stworzyła dobrany i świetnie wyszkolony zespół pielęgniarek, ciągle podnoszących swoje kwalifikacje. Pozostawiam też świetny zespół lekarzy specjalistów, którzy radzą sobie w każdej sytuacji i pracują z dużym poświęceniem i oddaniem. Po tylu latach przepracowanych w zawodzie mogę powiedzieć, że czuję się spełniona jako lekarz i nie zamieniłabym tej pracy na żadną inną. Jestem bardzo związana z naszym szpitalem i moim oddziałem i trudno byłoby nagle go opuścić, przecież to był mój drugi dom, dlatego pozostaję jeszcze we współpracy z oddziałem, ale w znacznie mniejszym wymiarze godzin.

Czego życzyłaby Pani swojemu następcy?

Przede wszystkim sukcesów w realizacji swojej wizji dalszego rozwoju oddziału i satysfakcji ze swojej pracy.

Rozmawiała: Magdalena Damps-Zdrojewska

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Koscierski.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.