Z diabelskimi skrzypcami na cmentarz... o kaszubskich zwyczajach zaduszkowych

wtorek, 31 października 2017 r., 22:55
fot. MD-Z

Ludność Kaszub to osoby głęboko wierzące. Okres Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego to dla mieszkańców regionu wyjątkowy okres - wypełniony modlitwą i troską o dusze bliskich oraz oczekujących na zbawienie w czyśćcu. Jak się jednak okazuje, czas ten silnie związany z wiarą chrześcijańską wypełniony był również różnego rodzaju obrzędami wywodzącymi się z kultury pogańskiej. Kaszubi dawniej wierzyli m.in. w czarownice i upiory. Istniała też postać tzw. wieszczego, który mógł powstać z grobu i wyrządzać szkody żyjącym.

- Dzień Wszystkich Świętych obchodzony jest już od czwartego wieku naszej ery, natomiast święto zmarłych, dzień zaduszny wywodzi się z tradycji celtyckiej. Na Kaszubach zwyczaje pogańskie przenikały się z pogańskimi. Chrześcijaństwo na Kaszubach datowane jest na dziesiąty wiek, więc obrzędowość związana z kultem zmarłych przenikła do świąt chrześcijańskich - opowiada Barbara Kąkol, dyrektor muzeum kaszubskiego w Kartuzach.

- Dzień ten nawiązuje nie tylko do postaci znanych świętych, kanonizowanych i błogosławionych, ale w tym czasie szczególną pamięcią otaczano postaci osób znanych w lokalnym środowisku, które były bogobojne, były męczennikami - dodaje.

Zwyczaje chrześcijańskie dawniej silnie mieszały się z tymi wywodzącymi się z czasów pogaństwa.

Wędrujące dusze

Jeszcze na początku ubiegłego wieku, mieszkańcy Kaszub wierzyli, że w okresie Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek dusze zmarłych są wypuszczane z czyśćca i przychodzą na swoje groby.

- Wierzono, że bramy czyśćca w tym czasie się otwierają. Dusze zmarłych dostają nagrodę, przepustkę od Pana Boga. Mogą wyjść z czyśćca odwiedzić swoje groby, pomodlić się z osobami żywymi. Dzień Wszystkich Świętych miał charakter bardziej radosny, natomiast Dzień Zaduszny bardziej nostalgiczny. 2 listopada to dzień szczególnych modlitw. Kaszubi ogromnie wierzyli w moc modlitwy już od początków chrześcijaństwa - opowiada dyrektor muzeum.

Uważać, by duszy nie skrzywdzić...

Dusze wypuszczano z czyśćca, by mogły u bliskich wyprosić modlitwę. Wiara silnie przeplatała się różnymi przesądami, które były głęboko osadzone w świadomości Kaszubów. Przy piecach pozostawiono wolne miejsce, by dusza odwiedzająca swój rodzinny dom mogła się ogrzać. By nie przeszkadzać wędrującym duszom, po zmierzchu nie opuszczano domostw. W okresie zadusznym nie wolno też było pozostawiać na stołach ostrych przedmiotów, by dusza się nie zraniła.

- W okresie Wszystkich Świętych obowiązywał również zakaz wylewania wody, bo można było w ten sposób skrzywdzić duszę, której należał się spokój - dodaje dyrektor muzeum.

W Dzień Zaduszny dawniej wzbraniano się przed pracą w polu i wykonywaniem cięższych prac. Cmentarze odwiedzano przed zmrokiem, gdyż po jego zapadnięciu pojawiały się tam dusze zmarłych.
Kaszubi głęboko wierzyli w Boga, jednakże jednocześnie przekonani byli o istnieniu różnych upiorów, czarownic i demonów.

Diabelskie skrzypce "straszakiem" na złe moce

2 listopada, w Dzień Zaduszny przy cmentarzu pojawiały się grupy przebierańców, które przybywały na cmentarz, by odstraszać złe duchy i demony i chronić przed nimi dusze czyśćcowe. Zwyczaj ten funkcjonował na Kaszubach do końca XIX wieku. Pisał o nim m.in. Franciszek Treder w swoim pamiętniku. Dziś zwyczaj ten popadł już w zapomnienie.

- Grupy chłopców, często przebranych za różne postaci m.in. diabła, chodziły z kaszubskimi instrumentami obrzędowymi - diabelskimi skrzypcami, grzechotkami, klekotkami. Grą odstraszano złe moce i złe duchy, by nie przeszkadzały duszom czyśćcowym, które szukały pomocy i przychodziły po modlitwę - opowiada Barbara Kąkol.

Dawniej Kaszubi wierzyli, że jeśli bardzo dbamy modlitwą za duszę czyśćcową, ta się później odwdzięczy np. podając nam datę śmierci. Mieszkańcy regionu, byli oswojeni z tematem śmierci, nie obawiali się zmarłych. Dawniej w regionie krążyło wiele opowieści o duszach napotykanych na drogach.

- Wierzono, że dusze ukazują się wybranym osobom i w określonym celu, najczęściej chodziło o modlitwę. Starsze osoby przestrzegały, by z napotkaną dusza nie rozmawiać. Ta nigdy sama nie zaczynała rozmowy, jeśli się już zaczęło prowadzić dialog dusza najczęściej nakładała pokutę na napotkaną osobę. Pokutę trzeba było odprawiać przez określoną liczbę dni - przychodzić codziennie o ustalonej porze w ustalone miejsce, by wraz z duszą odmawiano różaniec. Dzięki temu ta mogła zaznać zbawienia - opowiada Barbara Kąkol.

- Jedna z historii opowiada o Kaszubie, który pomógł wybawić duszę odmawiając z rodziną różaniec przez pięć dni - dodaje.

Duszom zostawiano nie tylko miejsce przy piecu, lecz również jedzenie, tak jak robili to Słowianie podczas Dziadów. Taki zwyczaj przed wiekami utrzymywano m.in. w rejonie Sierakowic. Na Kaszubach kobiety piekły też chleb i rozdawały go biednym, by ta jałmużna przysłużyła się duszom z czyśćca.

- Zgodnie z wiarą katolicką, Bóg jest miłosierny. Kaszubi wierzyli głęboko, że daje duszom czyśćcowym wiele możliwości na uzyskanie zbawienia. Dusze wyobrażono sobie jako postaci ciemne, szczupłe i szare, a kiedy np. ktoś przyjął pokutę za duszę i jej pomógł to pokazywała się w jasnej postaci. Zapiski tego dotyczące mamy również w naszym muzeum - dodaje dyrektor.

Czarownice i przerażające upiory

Okres Wszystkich Świętych, listopadowe wieczory dawniej spędzano opowiadając różnego rodzaju historie i legendy. Jak się okazuje, w kaszubskiej tradycji nie brakuje opowieści, które mogły by posłużyć za scenariusz rasowego horroru. Jedną z najbardziej przerażających postaci był łopi.

- Łopim mogła się stać osoba, która urodziła się w tzw. czepku. Był to demon, straszna postać, która potrafiła chodzić w nocy i wymordować całą rodzinę. Postać ta pukała w okna i drzwi, a jeśli któryś z domowników się odezwał, mówiąc np. "Dajcie nam spać" cała rodzina mogła zginąć. Bardzo się tego upiora obawiano - opowiada Barbara Kąkol.

Kolejną przerażającą postacią był tzw. wieszczy. Współcześnie można określić go mianem zombie.

- Historie o wieszczych Kaszubi, którzy urodzili się w latach 20. ubiegłego wieku wspominają do dziś. Z ich relacji wynika, że jeśli nieboszczyk w trumnie dostawał czerwony rumieniec, to mógł potem wstać z grobu. W najgorszym wypadku wierzono, że trzeba mu odciąć głowę i włożyć między nogi. Zatrzymać wieszczego w grobie mogła też włożona pod język moneta lub założony zmarłemu sweter. Wierzono, że próbując wstać nieboszczyk zaplącze się w wełnę ze swetra i nie wstanie - mówi szefowa muzeum.

- Bardzo się tego obawiano, bo był to upiór, obawiano się tego, że jest złym duchem, opętanym i będzie mordować, czynić źle lub zabierać dzieci - opowiada Barbara Kąkol.

W wieszczych wierzono jeszcze w połowie ubiegłego wieku. Postaci wieszczego i łopiego pojawiają się w różnego rodzaju publikacjach o Kaszubach.

Kaszubi uważali, że 2 listopada złe moce i czarownice porywały dusze, dlatego też odstraszano je różnymi zabiegami. Dziś o czarownicach na Kaszubach się nie opowiada, jednak jeszcze w XIX wieku odbywały się procesy czarownic, najwięcej było ich w okolicach Staniszewa.

W XVII wieku na Spiczastej Górze w Kartuzach postawiono kapliczkę, poświęcono ją, ponieważ istniało przekonanie, że czarownice spotykają się tam na sabatach. Z tego okresu zachowało się wiele legend. W tym samym stuleciu kapliczkę zlikwidowano, ale po wojnie postawiono ją ponownie.

MD-Z

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Koscierski.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.