Nawałnica zabrała im wszystko - strażacy z poświęceniem ruszyli na ratunek. "To cisi bohaterowie"

wtorek, 22 sierpnia 2017 r., 10:46
fot. archiwum

Około 700 interwencji, ponad 2.000 zaangażowanych w działania strażaków, dziesięciodniowa walka z usuwaniem skutków nawałnicy, zniszczony sprzęt, umundurowanie, wyeksploatowane samochody - tak w wielkim skrócie można podsumować działania straży pożarnej po nocy z 11 na 12 sierpnia. Ratowali życie, zdrowie i mienie, nie szczędząc sił i czasu. - To cisi bohaterowie. Dzielni są ci nasi strażacy - podkreślają mieszkańcy. - Gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, że taki kataklizm będzie miał miejsce i że ludzie będą potrafili aż tyle dać z siebie, to bym nie uwierzył. Nigdy wcześniej nie widziałem w ludziach takiego zapału do pracy - zaznacza komendant PSP Tomasz Klinkosz.

Piątkowa noc, 11 sierpnia nieodwracalnie zmieniła krajobraz powiatu kościerskiego, szczególnie dwóch gmin - Dziemian i Lipusza. Potężna nawałnica wyrywała i łamała drzewa, zrywała dachy, niszczyła wszystko, co napotkała na swojej drodze. O godzinie 23. zawył pierwszy alarm w strażnicach. Wówczas strażacy nie mieli pojęcia, że wyjazd w piątkową noc oznacza całodobową walkę z poprzewracanymi drzewami na drogi, czy budynki.

- Pierwsze zgłoszenie otrzymaliśmy w piątek około godziny 23. To dzięki strażakom-ochotnikom rozpoczęły się działania. To miejscowi strażacy-ochotnicy w pierwszej chwili wzięli na siebie cały ciężar, nawet zarządzania działaniami. W Trzebuniu prace koordynował Piotr Nakielski, który rozdzielał zadania strażakom, załatwiał ciężki sprzęt. Z kolei w Lipuszu - Marek Chwarszczyński, komendant gminny, który do działań skierował też własny sprzęt, koparki, spycharki. Tu podziękowania należą się też różnym przedsiębiorcom, którzy udostępniali swój ciężki sprzęt i ciężko nim przez te pierwsze godziny działali - podkreśla bryg. Tomasz Klinkosz, Komendant Powiatowy PSP w Kościerzynie.

- Zanim my przebiliśmy się z Kościerzyny, minęło sześć godzin. Do Lipusza dotarłem około godziny 5., w Trzebuniu byłem około godziny 7. Wtedy dojechały nasze ekipy i przejęły dowodzenie. W sobotę o godzinie 22. wydałem polecenie zaprzestania prac ze względu na bezpieczeństwo. Główne trakty były udrożnione. Dalsza praca była zbyt ryzykowna. Od tej pory pracowaliśmy od rana do zmierzchu. Nocą działaliśmy wówczas, gdy występowało zagrożenie zdrowia lub życia - dodaje.

Zakres działań straży pożarnej był szeroki. Najpierw przystąpiono do udrażniania dróg krajowych, wojewódzkich i powiatowych, by służby mogły dotrzeć do miejscowości. W niedzielę rozpoczęło się oczyszczanie dróg do poszczególnych osad. Strażacy dostarczali wodę, własnymi agregatami zasilali przepompownie, stacje hydroforowe. Załatwili cysternę, która rozwoziła wodę pitna. Usuwali wiszące gałęzie, okładali plandekami dachy, zabezpieczali uszkodzone budynki, od tygodnia pomagają też Enerdze - torują dukty pod linie energetyczne, by elektromonterzy mogli podjechać ciężkim sprzętem, odbudować linie, aby mieszkańcom przywrócono zasilanie elektryczne.

- Mieliśmy ogromne wsparcie Starostwa Powiatowego w Kościerzynie. Odpowiedzialny za zarządzenie kryzysowe urzędnik już w sobotę nam pomagał. Bardzo wielkie wsparcie starosty, która przerwała urlop. Dzięki niej informacja, że kataklizm dotknął powiat kościerski wydostała się na zewnątrz. Powiat kościerski był pierwszym powiatem, dla którego starostwo pozyskało darmowe paliwo, które mieliśmy już w sobotę - podkreśla bryg. Tomasz Klinkosz.

700 zdarzeń - 2.000 walczących z żywiołem strażaków

Do tej pory odnotowano około 700 zdarzeń (średnio rocznie kościerscy strażacy mają około tysiąca zdarzeń). Zaangażowanych w usuwanie skutków nawałnicy było ponad 2.000 strażaków, głównie ochotników.

- Początkowo pracowali tylko strażacy z naszego powiatu. Potem wspomagali nas strażacy z sąsiednich powiatów, niemal wszystkich poza chojnickim i człuchowskim, gdzie strażacy też mieli sporo pracy. Pracowały też u nas ekipy strażaków PSP z całego województwa, a nawet spoza. Był taki dzień, że na terenie powiatu jednocześnie pracowało siedem podnośników. Na naszym terenie pracowało też sześć ekip drwali z PSP z województwa lubelskiego, czy 15 strażaków z wojskowej straży pożarnej - wymienia Komendant Powiatowy PSP w Kościerzynie.

Działania strażaków powoli zmierzają ku końcowi. Teraz to samorządy, Lasy Państwowe, jak i mieszkańcy będą musieli uporać się z odbudową zniszczeń. Przed strażakami z kolei działania mające na celu wymianę uszkodzonego sprzętu.

- Przez tydzień wszystko było na barkach straży. My też musimy teraz odbudować nasz potencjał. Bardzo dużo sprzętu uległo zniszczeniu albo zużyciu. Pilarki, ubrania ochronne, samochody, nie mówiąc już o zmęczeniu ludzi, którzy pracowali bez wytchnienia. Od piątku w nocy do soboty do zmroku, a potem od świtu do zmierzchu, powrót do remiz, naprawa sprzętu, aby rano można było go dalej użytkować. Krótki sen, śniadanie i znowu w teren. I tak przez cały tydzień - relacjonował komendant.

"Dzielni ci nasi strażacy"

- Nie wiem skąd w ludziach brało się tyle energii. Jeżeli ktoś wcześniej powiedziałby mi, że coś takiego będzie miało miejsce, w takiej skali i że ludzie tyle z siebie będą potrafili dać, to bym nie uwierzył. Teraz widziałem to na własne oczy. Widziałem wiele. Brałem udział w działaniach przy powodziach w 1997 i 2001 roku. Nigdy nie widziałem jednak w ludziach takiego zapału do pracy. Przede wszystkim ochotnicy i mieszkańcy, w pierwszej fazie, działali wspólnie. Strażacy zawodowi też dali z siebie wszystko. Przeszliśmy w tryb służby 24/24. Strażak był 24 godziny w służbie, potem wracał do swojej miejscowości, jednostki, przesiadał się na samochód OSP i dalej pracował - opowiada bryg. Klinkosz.

- Trzeba podkreślić rolę naszych strażaków Jacka Szyszki i Dariusza Radomskiego, którzy przez tydzień codziennie zarządzali działaniami i koordynowali je w Trzebuniu oraz Mariusza Burandta, który kierował działaniami w gminie Lipusz. To byli strażacy, którzy codziennie dowodzili nawet 300 osobami. Pomagał im samorząd, inne instytucje, ale to oni na swoich barkach nosili odpowiedzialność, aby to wszystko funkcjonowało. Ta praca logistyczna, często jest niedoceniania, ale gdyby jej nie było, to czasami trud fizyczny, mógłby pójść na marne - kontynuuje.

- Ochotnicy codziennie pracowali po 12 godzin. Jak psuł się strażacki sprzęt, to przynosili z domu swój prywatny. Ten tydzień był bardzo ciężki. Trudno jednak wyobrazić sobie lepsze towarzystwo niż miałem przez ten czas. Widziałem ludzi, którzy pracowali na ponad sto procent swoich ludzkich możliwości - podsumowuje bryg. Tomasz Klinkosz, Komendant Powiatowy PSP w Kościerzynie.

Słów uznania i podziękowań w kierunku strażaków za profesjonalizm i wykonany ogrom pracy nie szczędzą zarówno samorządowcy, jak i mieszkańcy.

- Dla mnie jest to pierwsza gwardia, która ratowała zdrowie, życie i mienie ludzi, która najszybciej dotarła do ludzi i pracuje od 11 sierpnia do teraz. Niezależnie od aury czyszczą dukty pod linie energetyczne, gdzie do tej pory nie wszyscy mają prąd. Są to wspaniali ludzie, którzy pracują nie patrząc na środki, czas, siły. Szczególnie ochotnicze straże pożarne poświęcają swój cenny, prywatny czas. Na naszym terenie przebywają służby, wręcz z całego kraju. Są to ludzie, którzy mają krzepę, olbrzymią wiedzę, bo straty są bardzo duże, teren jest niebezpieczny, a oni pracując przez tydzień nie zrobili sobie krzywdy. Na ręce Komendanta Powiatowego PSP chciałabym złożyć podziękowania dla wszystkich strażaków, bo gdyby nie ich praca, determinacja, poświęcenie, dzisiaj nie moglibyśmy powiedzieć, że sytuację mamy opanowaną - zaznacza Alicja Żurawska, starosta kościerski.

- Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy strażaków. Tak naprawdę po raz kolejny udowodnili, jak wielkimi są bohaterami. Człowiek na co dzień nie zdaje sobie z tego sprawy, owszem, ma się świadomość tego, że śpieszą na ratunek i zawsze są tam, gdzie trzeba pomóc, jednak tymi ostatnimi działaniami jeszcze dobitnej ludzie sobie to uświadomili. Na wyróżnienie szczególne zasługuje postawa ochotników, którzy tak wiele dni spędzili pomagając usuwać szkody. Przecież ci ludzie mają swoją pracę, domy, rodziny - a każdą wolną chwilę spędzali pomagając innym. To niezwykłe i wspaniałe. Jestem dumna z tego, że wokół są tacy ludzie i wiem, że mogę na nich liczyć. Dziękuję to za mało - akcentuje mieszkanka gminy Dziemiany.

- Dzielni są ci nasi strażacy. Spisali się na medal. Pracują od rana do wieczora, z przerwami na posiłki. Usuwają drzewa, pomagają przy zerwanych dachach na budynkach. Gdyby nie oni, to nie poradzilibyśmy sobie sami, a na prąd musielibyśmy pewnie czekać rok. Strażacy po raz kolejny udowodnili, że można na nich liczyć w każdej sytuacji - dodaje mieszkaniec Trzebunia.

- Brak mi słów, by wyrazić wdzięczność wobec tych ludzi. To, co zrobili dla nas przez ostatnie dni zasługuje na najwyższe słowa uznania i odznaczenia od prezydenta. Gdyby nie strażacy nie wiem, co by z nami było. Z całego serca wszystkim dziękuję. To będą teraz najwięksi bohaterowie naszej wsi. Nie tylko nieśli pomoc, ich postawa daje też nadzieję, że jakoś to będzie. Musi być dobrze, skoro tak wielu dobrych ludzi jest wokół - mówi z kolei mieszkanka gminy Lipusz.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Koscierski.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.