Ostatnie pożegnanie śp. Jacka Wrońskiego - setki osób żegnały przedsiębiorcę i filantropa o wielkim sercu

środa, 11 stycznia 2017 r., 14:22
fot. MD-Z

Rodzina, przyjaciele, mieszkańcy Kiełpina i okolic, pracownicy, przedsiębiorcy, samorządowcy, strażacy - setki osób towarzyszyło w środę w ostatniej drodze śp. Jackowi Wrońskiemu. Był właścicielem prężnie działającego przedsiębiorstwa, ale też wielkim społecznikiem, który bardzo angażował się w życie lokalnej społeczności. Pożegnano go w rodzinnej parafii w Kiełpinie.

Śp. Jacek Wroński był znanym, prężnie działającym lokalnym przedsiębiorcą, właścicielem firmy "Wroński", sieci przychodni i przedszkola w Kiełpinie i wielkim filantropem. Nikomu nie odmawiał pomocy, aktywnie wspierał lokalną społeczność, sponsorował wiele akcji społecznych, kulturalnych oraz sportowych. Pożegnano go w kościele pw. Michała Archanioła w Kiełpinie, w środę 11 stycznia. Mszę żałobną poprowadził ks. bp Wiesław Śmigiel.

- Jestem tutaj tak jak i wy, żeby modlić się, ale tez powiedzieć: "Dziękuję". Śp. Jacek zapisał swoje życie przede wszystkim jako dobry człowiek, ale też filantrop. Człowiek, który potrafił wspierać różne, dobre inicjatywy. Był darczyńcą, dobroczyńcą i tej parafii, w której mieszkał, modlił się, wychowywał, żył. Wspierał dzieła diecezjalne, szkołę katolicką Cartias. I właściwie gdziekolwiek przyłożymy ucho to słychać, że pomagał. Jesteśmy bardzo wdzięczni za wszelkie dobro, które śp. Jacku zostawiłeś w naszej diecezji. Wielkie "Bóg zapłać" - mówił ks. bp Śmigiel.

W trakcie uroczystości odczytano list, który do bliskich skierował bp Ryszard Kasyna.

- Z żalem przyjąłem informację o nagłej śmierci śp. Jacka, dla pani Krystyny - ukochanego męża, dla Mateusza, Jakuba i Agnieszki - najlepszego ojca. W naszej wrażliwości tak już jest, że kiedy mówimy mąż i tata powracamy najlepszymi wspomnieniami do chwil bliskości, naturalnej dobroci, życzliwości i uśmiechu. Dlatego też, tak po ludzku patrząc, ta śmierć, wywołana następstwem tragicznego wypadku, dla nas, którzy pozostajemy wydaje się bezsensowna, niepotrzebna, zbyt wczesna, a nawet bolesna. Chrystus jednak nie pozostawia nas samych w naszych zwątpieniach i cierpieniach. Przychodzi i mówi krzepiąc nas nadzieją, że dla śp. Jacka zaczęło się nowe życie, takie, którego nie jesteśmy w stanie sobie w części wyobrazić(...). Dziękujemy dzisiaj śp. Jackowi za świadectwo trwania przy Bogu i świadectwo wierności małżeńskiej, za świadectwo umiłowania swojej Małej Ojczyzny - Kaszub. Pomagał cierpiącym i potrzebującym wsparcia, wspierał akcje charytatywne Kościoła i organizacji świeckich. Bezinteresowności i chęci pomocy nauczył się od swoich rodziców Teresy i Antoniego. Warto przypomnieć, że jako dwunastoletni chłopiec u boku swojego taty pomagał przy budowie plebanii w Kiełpinie. Jako jeden z fundatorów szkoły katolickiej w Kartuzach był najbardziej wypróbowanym i wiernym jej przyjacielem, obecny od samego początku w liczącej prawie 20 lat historii szkoły w pełnym tego słowa znaczeniu. Śp. ks. bp Bernard Szlaga odznaczył go medalem "Zasłużony dla diecezji pelplińskiej" - pisał biskup Kasyna.

W trakcie uroczystości pożegnanej padło wiele pięknych, ciepłych słów i podziękowań śp. Jackowi.

- Zgasła najjaśniejsza latarnia naszej miejscowości. Pasja pana Jacka Wrońskiego i wiara w realizację wielkich rzeczy sprawiła, że nasze miejsce zamieszkania rozkwitło w niebywały sposób. Rozpalił ogień bardzo wielu inicjatyw społecznych, będąc także darczyńcą za co dziękuje z serca całe sołectwo. Realizując czasem wręcz niewiarygodne przedsięwzięcia tworzył dom dla wielu z nas, zapewniając nam godne życie. Temu wielkiemu człowiekowi o jeszcze większym sercu bliskie było dobro ziemi kaszubskiej i jej mieszkańców, zarówno rdzennych jak i napływowych. Inicjator pokonywania barier pokazał nam, że ta ziemia może być domem dla każdego. Kochał ludzi, był niezwykle wrażliwy na ludzkie cierpienie, życiową niesprawiedliwość i biedę. Swoją pochodnią wnosił światło dobroci pod wiele naszych strzech. Jest niewielu pracodawców, którzy w takim stopniu interesowali się życiem swoich pracowników, chętnie niósł pomoc. Dziękujemy ci za to, że przypinałeś nam skrzydła, wierzyłeś w nasze możliwości, kiedy my, zwykli ludzie pokonywaliśmy własne ograniczenia. Będąc wzorem zaangażowania i sumienności uczyłeś nas, że albo robi się coś dobrze albo wcale, że władza to nic innego jak służba drugiemu człowiekowi. To jedna z najważniejszych lekcji, jakie nam dałeś. Nasz wyjątkowy szefie, wielki filantropie służący innym, śpij nam spokojnie. Nie lubiłeś słowa żegnam, zawsze mówiłeś mówcie "Do zobaczenia". Dziś my twoi oddani pracownicy wołamy "Do zobaczenia, szefie nasz wyjątkowy panie Jacku!" - żegnali się ze swoimi pracodawcą pracownicy.

- Pan Jacek od początku istnienia szkoły katolickiej w Kartuzach był z nią związany. Najpierw jako fundator wraz z Aldoną i Waldemarem Wrońskimi, Dorotą Arciszewską Mielewczyk i jej śp. mężem Krzysztofem Mielewczykiem. Potem jako sponsor stypendium dla uzdolnionej młodzieży uczącej się w katolickim liceum i gimnazjum. Śp. Jacek aktywnie uczestniczył w życiu naszej szkoły, brał udział w okolicznościowych spotkaniach organizowanych przez szkołę, doglądał jej podczas wakacyjnych remontów. Niejednokrotnie przekazywał środki materialne na remonty i modernizację budynku. Był członkiem zarządu Stowarzyszenia Przyjaciół Szkoły Katolickiej. Bardzo serdecznie dziękujemy śp. Jackowi Wrońskiemu za jego życzliwość, pomocną dłoń i dobre słowa. Szkoła katolicka w Kartuzach, najpierw liceum, teraz gimnazjum, a w przyszłości szkoła podstawowa jest jego żywym pomnikiem - mówiła uczennica szkoły w imieniu całej społeczności i dyrekcji placówki.

Przedsiębiorcę i filantropa żegnali też przedstawiciele władz samorządowych.

- Firma, którą stworzył śp. Jacek Wroński to jedna z największych firm w naszej gminie dająca pracę ogromnej ilości mieszkańców nie tylko tej ziemi, ale również okolicznych miejscowości. To rodziny, które miały możliwość zatrudnienia i pracy. Stworzył tą firmę od podstaw, tworząc wiele oddziałów i pokazał, że ludzie z Kaszub mogą osiągnąć wiele swoją ciężką pracą przy pomocy rodziny i mieszkańców. Nie tylko tworzył w budowlance, otworzył się na ochronę zdrowia, edukację dla najmłodszych, uruchamiając przedszkole. Był człowiekiem o ogromnej charyzmie i wielkim sercu. Dziś chcemy mu podziękować za ogromne serce, którym potrafił się dzielić z drugim człowiekiem. Nie potrafił odmówić. Dzielił się nawet w tych chwilach, kiedy gorzej było w firmie. Wspierał nie tylko przedsięwzięcia gminne i lokalne, ale też sportowców. Widział w nich ogromną przyszłość. Miał radość w tym, gdy udawało się im coś osiągnąć. Dlatego jego brak będzie dla nas ogromnie odczuwalny, ale śp. Jacek pozostawia po sobie ogromną rzeszę ludzi, którym pomógł. Za słowami Horacego powtórzę "Non omnis moria - nie wszystek umrę". Jacek swoją pracą i tym, co pozostawił po sobie będzie żył w naszej pamięci teraz i na wieki - mówił burmistrz Mieczysław Gołuński.

Głos zabrali też przedstawiciele braci strażackiej z Kłobuczyna, gdzie znajdowało się jedno z przedsiębiorstw śp. Jacka Wrońskiego.

- Pan Jacek wspomagał ochotniczą straż przy remoncie remizy. Pomagał w całym sołectwie. Dziękować możemy za plac wiejski, plac przed remizą, rozbudował strażnicę, ufundował defibrylator, system powiadamiania dla strażaków, wspierał szkoły, sołectwo - dziękowali przedstawiciele straży.

Śp. Jacka Wrońskiego pochowano na cmentarzu przy kościele w Kiełpinie. W tym roku skończyłby 54 lata.

MD-Z


Nie ma jeszcze żadnych opinii do tego artykułu. Masz szansę skomentować go jako pierwszy.