Zgłosiła wypadek, którego nie było. 54-latka odpowie za lipcowy żart

środa, 4 stycznia 2017 r., 11:57
fot. nadesłane/KPP Kościerzyna

Wypadek z udziałem dwóch pojazdów, cztery osoby ranne - takie zgłoszenie 25 lipca 2016 roku odebrał dyspozytor numeru 112. Na pomoc natychmiast pospieszyli strażacy, załogi ratownictwa medycznego oraz policja. Okazało się, że nie ma komu pomagać, a zgłoszenie było głupim żartem. Sprawcą fałszywego wezwania okazała się 54-letnia kobieta, która teraz nawet nie potrafi wyjaśnić, dlaczego tak postąpiła.

Popołudniem 25 lipca kościerskie służby ratunkowe zostały powiadomione przez Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego o poważnym wypadku, do którego miało dojść na drodze wojewódzkiej w Kaliszu (gm. Dziemiany). Na miejsce skierowano trzy zastępy straży pożarnej z Kościerzyny i Dziemian, trzy załogi ratownictwa medycznego, w tym dwie z Kościerzyny i jedną z Brus oraz policję.

Po przybyciu na miejsce okazało się, że na tej trasie nie doszło do żadnego wypadku. Połączono więc się ze zgłaszającą zdarzenie kobietą, która twierdziła, że wypadek mógł mieć miejsce w innym miejscu, nieopodal tamtejszych bloków. To miejsce również sprawdzono. Gdy podjęto kolejną próbę połączenia się z kobietą, telefon był już wyłączony.

Służby po kilkudziesięciominutowych, bezskutecznych poszukiwaniach powróciły do swoich baz.

Sprawą fałszywego wezwania zajęła się więc policja.

- W grudniu funkcjonariusze ustalili, że osoba, która dzwoniła to 54-letnia mieszkanka naszego powiatu. Kobieta została przesłuchana jako sprawca wykroczenia i skierowano przeciwko niej wniosek o ukaranie. Podczas przesłuchania kobieta przyznała się do wykroczenia. Nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego tak postąpiła - informuje rzecznik kościerskiej policji, asp. Piotr Kwidziński.

Sprawę skierowano do Sądu Rejonowego w Kościerzynie. Kobiecie grozi do 30 dni aresztu oraz grzywna i nawiązka.

Szczęśliwie, gdy 54-latce zebrało się na żart, nikt inny nie potrzebował pomocy. Służby jednak podkreślają, że fałszywe alarmy, to nie tyko koszty.

- W tym momencie mogło dojść do innego zdarzenia, w którym naprawdę ktoś zostałby ranny i potrzebował pomocy. Przez taką bezmyślność sprawców fałszywych wezwań, ktoś naprawdę mógłby stracić życie, bo pomoc dotarłaby zbyt późno - zaznaczają.

AL


Nie ma jeszcze żadnych opinii do tego artykułu. Masz szansę skomentować go jako pierwszy.