Chodzą od domu do domu, gwar i harmider czyniąc ogromny

sobota, 24 grudnia 2016 r., 11:17
fot. AL

Muzykant gra, chłop z babą tańczą. Rozbrykany diabeł szturcha widłami. Kominiarz sadzą smaruje. I jest - głośno, wesoło i z humorem. Dorośli śmieją się i przyjmują swoich gości na podwórkach, w korytarzach mieszkań, domach i garażach. Dzieci płaczą ze strachu przed rozbrykaną grupą, a młode dziewczęta porywane są do tańca. Mowa o kaszubskich gwiżdżach, którzy do dziś w Wigilię kultywują kaszubską tradycję, w wielu miejscowościach odwiedzają domostwa, by ich mieszkańcom przynieść szczęście i zapewnić dostatek.

Już z daleka słychać dzwonki, krzyki i pohukiwania. Pierwszy w domu pojawia się policjant, który zapowiada przybycie Gwiazdki. Najważniejszy jest Gwiazdor, który rozdaje prezenty, ale też przepytuje z pacierza, może ukarać lub pochwalić. Wśród kolędników jest również Dziad z Babą, Kominiarz, Bocian przynoszący szczęście, Żyd z Niedźwiedziem mającym przynieść siłę i urodzaj, i najbardziej rozbrykany Diabeł.

Kolędnicy nie należą do spokojnych grup, które wyrecytują swoją kwestię i ładnie podziękują, wręcz przeciwnie, to rozbrykane towarzystwo stara się jak najwięcej narozrabiać i napsocić gospodarzom. Bocian podszczypuje dziewczęta, wybiera jedzenie z garnków, kominiarz sadzą smaruje co ładniejsze dziewczyny, wyrzuca popiół z pieca. Diabeł zagląda w każdy kąt, podjada smakołyki, poszturchuje widłami domowników.

Taką grupę przebierańców trudno spotkać w mieście, natomiast można się na nią natknąć w Wigilię w wielu kaszubskich wsiach, a wtedy nie będzie łatwo przejść obok nich niezauważonym. Kolędnicy na pewno nie odbiorą sobie przyjemności spłatania figla.

I z pewnością sporo opowiedzieć na ten temat mogliby mieszkańcy Prokowa, których kaszubscy gwiżdże odwiedzali już przed drugą wojną światową. I tak z roku na rok, z pokolenia na pokolenie tradycja ta jest kultywowana do dziś.

Choć wieczór wigilijny jest wyjątkowym, magicznym czasem, kiedy raz do roku, przy stole zasiada cała rodzina, dzieli się opłatkiem i składa sobie życzenia, tutejsi kolędnicy opuszczają rodzinne domy, zakładają przebrania i ruszają w drogę, by nieść szczęście i dawać radość innym osobom. Dlaczego?

- Chodzimy, aby podtrzymać tradycję. Nikt nas do tego nie zmusza. Robimy to dobrowolnie. W domu na wieczerzy wigilijnej nie byłem już sześć lat. Czy mi tego brakuje? Odpowiem tak, jestem dumny z tego, że podtrzymujemy tradycję, że możemy wnieść trochę radości do rodzin naszych znajomych, sąsiadów - opowiada jeden z kolędników.

- Ta tradycja w naszej miejscowości przetrwała tyle lat. Teraz nasza kolej na to, aby nie zaginęła. Mieszkańcy przyjmują nas gorąco. Jest wesoło. Ludzie są bardzo zadowoleni. Wspólnie śpiewamy kolędy, robimy sobie zdjęcia. To też daje nam radość - dodaje inny.

Odwiedziny kaszubskich kolędników bez wątpienia są pełne śmiechu i komicznych sytuacji. Sami gwiżdże też przeżyli przygody, o których będą pamiętać latami.

- Było to siedem, może osiem lat temu. Mój brat był przebrany za policjanta. Padał śnieg. Biegł i wpadł pod malucha...ale przeżył. Wstał, otrzepał się i szedł dalej.

- Był taki rok, kiedy było bardzo ślisko. Co kawałek leżeliśmy na ziemi. Było śmiesznie.

- Jeszcze trzy lata temu babą był taki nad wyraz rozrywkowy chłopak, który robił niesamowite show. Wparował do jednego domu wprost na choinkę. Drzewko się przewróciło. Bombki pospadały i popękały. Nikt jednak nie był zły, a śmiechu było co nie miara.

Obecnie skład prokowskiej gwiazdki tworzy 14 osób w wieku od 14 do 28 lat. Wszyscy z nich przynależą też do Ochotniczej Straży Pożarnej w Prokowie. Wyruszają w południe, kończą przed północą. Odwiedzają od 100 do 150 domów. Ich ostatnimi przystankami są cmentarz, gdzie śpiewają kolędy oraz kościół, gdzie swoje kilkugodzinne kolędowanie kończą pasterką. W miejsca te nie ma wstępu diabeł.

AL


Nie ma jeszcze żadnych opinii do tego artykułu. Masz szansę skomentować go jako pierwszy.