Nastoletnie matki i rodzice oddający własne dzieci - o problemach współczesnych rodzin

czwartek, 20 października 2016 r., 14:41
Marzena Hinca - dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Kościerzynie Marzena Hinca - dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Kościerzynie fot. AL

O problemach wychowawczych współczesnych rodzin, powodach odbierania dzieci z rodzin biologicznych, warunkach, które muszą spełnić kandydaci na rodziny zastępcze, nastoletnich matkach, rozterkach pracowników socjalnych podczas podejmowania decyzji o odbieraniu dzieci - między innym rozmawialiśmy z Marzeną Hincą, dyrektorem Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Kościerzynie.

Ile jest rodzin zastępczych w powiecie?

Obecnie mamy 72 rodziny zastępcze i 136 dzieci pod ich opieką, w tym 114 małoletnich i 22 pełnoletnich. Rodzinną pieczą zastępczą obejmowane są coraz młodsze dzieci. Do placówek opiekuńczo-wychowawczych trafiają dzieci powyżej 10 roku życia. Tak naprawdę ta liczba nieustannie się zmienia. Od kilku lat liczba rodzin zastępczych, tak jak i objętych opieką dzieci spada. Spadek liczby rodzin jest mniejszy w stosunku do liczby dzieci. Dla porównania w ubiegłym roku funkcjonowało 76 rodzin, które sprawowały opiekę nad 170 dzieci..

To znaczy, że rodziny biologiczne coraz lepiej radzą sobie z wychowywaniem dzieci?
Sprawa jest bardziej złożona. W 2012 roku weszła w życie ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, która zobligowała gminy do pracy z rodziną biologiczną zagrożoną odebraniem dzieci. Wszystko po to, by dzieci mogły w nich pozostać. Mniej dzieci trafia do pieczy, bo asystenci rodzinni dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków. Jednak tendencję wzrostową zabezpieczeń odnotowujemy w przypadku dzieci z różnymi dysfunkcjami od niepełnosprawności poprzez trudności w dostosowaniu społecznym. W systemie wciąż brakuje rodzin i innych form pieczy w pracy z dziećmi trudnymi, czy chorymi.

Jakie są przyczyny tego, że rodzina sobie nie radzi z dzieckiem?
Rodziny nie radzą sobie z dzieckiem z różnych powodów. Współcześnie pęd życia jest tak wielki, że dzieci bywają często pozostawiane same sobie. Rodzice są zajęci w pogoni za pieniądzem, pracują często i na dwa etaty, a dziecko jest samo w domu. Rola opiekuńcza jest spychana wówczas na szkołę. A ta nic nie zdziała bez współpracy z opiekunami. Rodzice niestety często nie mają pojęcia, co ich dziecko robi w szkole. Następstwem tego jest złożony przez szkołę do sądu wniosek o wgląd w sytuację rodziny. I taka rodzina wcale nie musi być objęta pomocą społeczną. Skala tego zjawiska rośnie, może nie radykalnie, ale odczuwalnie. Chodzi tu o dzieci zdemoralizowane lub z różnymi zaburzeniami. Rodzic nie stara się o opinię z poradni specjalistycznych o dostosowaniu wymogów do potrzeb dziecka. Zatem wymagania od dzieci są na równym poziomie, a tym samym dzieci z problemami np. zaburzeń mowy, dysleksji, czy innych bardziej złożonych np. zaburzeń zachować powodują, iż dzieci te zaczynają nie radzić sobie w szkołach czy środowisku rówieśniczym (trudności w nauce, ucieczki ze szkoły, konflikty). Czasami nikt nie potrafi tego zatrzymać, bo nikt tego nie zauważa. Gdy wkracza sąd, czasami jest już za późno. Bywa też tak, że dziecko potrafi świetnie odnaleźć się w środowisku szkolnym, a w domu rodzic nie ma nad nim żadnej kontroli. Jest coraz więcej rodzin niepełnych z powodu rozwodów, separacji, związków nieformalnych, czy emigracji zarobkowej co również wpływa niekorzystnie na prawidłowy rozwój dziecka. na sytuację dziecka. Dziecko nie może się odnaleźć w domu, nie jest doceniane, nie ma prawidłowych wzorców, więc szuka uwagi u rówieśników. Stara się im imponować, nie zawsze właściwie, wówczas wkraczają alkohol, papierosy czy narkotyki.

A czy odnotowaliście Państwo przypadki, że to rodziny biologiczne same chcą oddać dzieci?
W ostatnich miesiącach mamy wiele takich przypadków, że to rodzic zgłosił do sądu wniosek o pomoc i skierowanie dziecka do "Domu Dziecka" lub Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii, bo sobie nie radzą. Przykładowo rodzic mówi: "Jestem dobrą mamą, dobrym tatą, weźcie mi dziecko, bo sobie z nim nie radzę, ale tylko tego najstarszego, bo z młodszym sobie poradzę". Nie przekonamy go, że dziecko jest zaburzone, bo w domu coś się działo. To jeszcze pogłębia te zaburzenia, a dziecko będzie się czuło odrzucone. Dlaczego oddaje najstarsze dziecko, bo sobie z nim nie radzi, bo go nie słucha? Każdy z rodziców mógłby powiedzieć, weźcie to dziecko, bo sobie z nim nie radzę. A gdzie w tym wszystkim jest obowiązek rodzicielski? Rodzice mają prawa, ale też obowiązki. Dziecko, gdy słyszy "bo pójdziesz do domu dziecka" będzie się jeszcze bardziej buntować i w rezultacie czuć się odtrącone. Bunt w procesie rozwoju to norma, lecz jeśli w tym czasie dochodzi do odebrania dziecka to zachowania buntownicze wzmagają się. Dziecko nie rozumie, dlaczego np. ma nagle zacząć sprzątać, być uprzejmy, czy przestać przeklinać? Jak może nie wyjść na miasto? Czują się ubezwłasnowolnione.

Z jakimi jeszcze problemami borykają się rodziny biologiczne?
Niestety rośnie też liczba nastoletnich matek. Dotąd najmłodszą dziewczynką, która urodziła, była w naszym regionie, 14-latka. Natomiast 16-latki zostające matkami to już standard. Mają dwa lata do pełnoletności, chodzą do szkoły, chcą funkcjonować w środowisku, na okres, gdy ukończą 18 lat, ktoś musi przejąć opiekę nad ich dziećmi. Czasami nie ma wyjścia i sąd musi odebrać dziecko. Odkąd pracuje w tutejszej placówce to nigdy nie zdarzyła się sytuacja, abyśmy byli zmuszeni odebrać dziecko z uwagi na sytuację majątkową. Zawsze to współwystępuje z różnymi innymi problemami, najczęściej z niewydolnością rodziców, wynikającą z choroby, występowania przemocy czy problemach związanych z uzależnieniami.

A alkohol?
Uzależnienia, głównie alkohol, są najczęstszą przyczyną odbierania dzieci. Tak jest w 80 proc. przypadków. Rodzic, który żyje z nałogiem przestaje się kontrolować. Zaniedbuje podstawowe obowiązki w stosunku do swoich dzieci. Nie interesuje się nimi. Zdarza się, że dziecko kryje rodziców, w szkole pokazuje się z jak najlepszej strony. Fajnie, jeśli nie zostanie wciągnięte w złe środowisko, to wtedy poradzi sobie do uzyskania pełnoletności. Nie oznacza to jednak, że nie będzie "psychicznie okaleczone" przez brak prawidłowych wzorców.

Czy dla tych rodzin odebranie dziecka jest motywacją, by pójść na leczenie i przestać pić?
Niestety statystki w tym zakresie przedstawiają się nieciekawie. Motywacja do zerwania z nałogiem pojawia się w pojedynczych przypadkach i dla nich warto walczyć i próbować. W przeważającej większości jednak rodzic w nałogu szybko przyzwyczaja się do sytuacji bez dzieci, jest mu wygodnie. Jest ograniczony we władzy rodzicielskiej. Rodzina zastępcza ma tylko mały zakres praw do sprawowania opieki nad dzieckiem, jednak to rodzic biologiczny decyduje, do jakiej szkoły pójdzie jego dziecko, czy może pojechać na wycieczkę za granice. W tym momencie taki rodzic czuje, że ma wpływ na to dziecko, ale nie musi się nim stale opiekować. A to jest wygodne.

A jak wyglądają relacje między rodzinami biologiczną i zastępczą? Czy w tym obszarze pojawiają się jakieś problemy?
Niestety rodzina zastępcza często będzie wrogiem dla rodziny biologicznej. To ciocia, czyli matka zastępcza pokazuje swoim postępowaniem, że biologiczna: mama, tata źle robili. Dzieci widują się z rodzicami, często niezłośliwie zwracają rodzicom uwagę na pewne zachowania, które wynoszą z systemu rodziny zastępczej i nie zawsze rodzic przyjmuje to za "dobrą monetę" w konsekwencji negatywnie nastawiając się do rodziny zastępczej. I wówczas dzieci mają problemy z tzw. lojalnością. Inaczej jest, gdy dziecko odbierane jest rodzicowi z powodu choroby, wówczas ta współpraca jest widoczna i układa się dobrze. Mamy wiele takich rodzin. Wszystko zależy od tego, co było powodem odebrania dziecka rodzicom biologicznym. Często rodzice sami czują się skrzywdzeni z tego powodu, że odebrano im dzieci, ale nie robią nic, by zmienić tę sytuację. Aby dziecko wróciło do domu, rodzina musi rozwiązać swoje problemy. Gdy będzie jej na tym zależało, będzie współpracować z nami i gminą po to, żebyśmy wydali dobrą opinię. Na podstawie naszych opinii i kuratora, sąd podejmuje decyzję o powrocie dziecka do domu. Niestety w przeważającej większości, rodziny nie wykazują chęci współpracy. To jest smutne i przykre.

Większość rodzin zastępczych jest spokrewnionych z rodziną biologiczną?
Ponad 50 proc. rodzin zastępczych to rodziny spokrewnione. W przypadku sytuacji kryzysowej mamy obowiązek poszukania, a przynajmniej zabezpieczenia, opieki u najbliższych członków rodziny. Jeżeli nie znajdziemy jej u najbliższych, to w zależności od wieku i liczby dzieci, umieszcza się je rodzinie zastępczej-pogotowiu rodzinnym lub placówce opiekuńczo-wychowawczej.

A jak stać się niespokrewnioną rodziną zastępczą?
Rodzina w pierwszej kolejności musi spełnić wymogi formalne - być niekarana, posiadać odpowiednie warunki mieszkaniowe, a w przypadku posiadania własnych dzieci, nie może być ograniczona we władzy rodzicielskiej. Prócz tego musi posiadać przynajmniej jedno źródło dochodu. Jeżeli dana rodzina spełnia formalne warunki, zostaje zakwalifikowana na szkolenie, które trwa 40-45 godzin. W jego trakcie kandydaci otrzymują wiedzę typowo dydaktyczną, ale trenerzy sprawdzają też ich środowisko. Z tych czynników tworzy się profil rodziny. Ostatni etap to badania psychologiczne pod kątem predyspozycji. Jeśli wszystko daje pozytywny wynik, to szkolenie kończy się otrzymaniem stosownego zaświadczenia. Kolejny krok to otrzymanie kwalifikacji rodziny zastępczej niezawodowej.

Zdarza się tak, że kandydaci nie spełniają warunków?
Tak. Przede wszystkim z uwagi na predyspozycje i motywacje. Czasami podczas szkolenia okazuje się, że rodzina bardzo wierząca nie wyobraża sobie, aby wychowywała dziecko innej wiary. Mieliśmy też przypadek, gdy kobieta chciała zostać rodziną zastępczą, a małżonek zgodził się ze względu na nią. Tu zawsze, jeżeli jest małżeństwo motywacja musi być wspólna. Nie jest jednak tak, że te rodziny są od razu skreślone. Niektóre predyspozycje można wypracować.

Pojawiają się sytuacje, że dzieci są odbierane z rodzin zastępczych?
Zdarza się, że rodziny zastępcze sobie nie radzą. Przeszły szkolenie, otrzymały kwalifikację, ale potem muszą się zmierzyć z problemami, które ich przerastają. Okazuje się, że w rzeczywistości bycie rodziną zastępczą wygląda inaczej niż w wyobrażeniach. Rodzice zastępczy zatrzymują dziecko do czasu, na jaki zostało u nich umieszczone i już więcej nie chcą. Mamy też rodziny, w których po naszych doświadczeniach, już nie umieszczamy dzieci. Są też takie pod ściślejszym nadzorem. W szkoleniu i badaniu nie da się wszystkiego wyłapać. W praktyce okazuje się czasem, że coś umknęło na szkoleniu czy też zostało sprytnie ominięte przez kandydatów w badaniach psychologicznych. Po jakimś czasie okazuje się, że rodzina nie nadaje się na rodzinę zastępczą. Czasami rodziny zastępcze bardzo mocno przeżywają odejście dziecka i sytuacja je przerasta. To nie tylko trauma, którą przechodzą dzieci, bo ciocia z wujkiem po raz kolejny je oddali. Ta rodzina czuje się okropnie. Bardzo trudno nam przeżyć niepowodzenia rodzin, gdy motywacja w nich była bardzo duża, ale przerosła ich rzeczywistość. Każda sytuacja jest inna.

A zdarzają się przypadki przemocy w rodzinie zastępczej?
Były takie przypadki. Nie znęcano się nad dziećmi, natomiast u rodziców zastępczych wystąpiły symptomy zachowań, które można byłoby uznać za daleko odchodzące od normy i potraktować je jak przemoc. Wyjaśniamy rodzinie, że karanie dziecka nie jest dobrą metodą, ale jeśli rodzina też była tak wychowana z pokolenia na pokolenie, to nie widzi w tym nic złego.

Z pewnością dla Państwa każda decyzja nie dość, że jest trudna, to oceniana przez społeczeństwo i nierzadko przez media?
Pracujemy pod silną presją. Na ile odwagi będziemy mieli, aby odebrać dziecko póki nie jest dla niego za późno? Stawić opór wszystkim, którzy będą mówili, że to jest ten urzędnik, który nie liczy się z uczuciami innych? Pracujemy opierając się na naszych doświadczeniach, ale też biorąc pod uwagę wszystkie istotne w danym momencie okoliczności. Tu i teraz mówię, że nasza decyzja jest dobra. Po roku, dwóch okazuje się, że wcale nie byłą najlepszą, ale podczas jej podejmowania, dla całego zespołu - od pedagoga po psychologa - była to optymalna decyzja, jaką mogliśmy podjąć. Jeżeli dziś powiem nie, a jutro wydarzy się wypadek, to ja biorę odpowiedzialność za to zdarzenie. Nie podejmiemy czasami decyzji o odebraniu dziecka, bo chcemy dać jeszcze szansę rodzinie, a za dwa lata okazuje się że dziecko posiada poważne deficyty już nie do odrobienia. I odpowiedzialność wówczas też spada na nas. Nie wierzę, że w instytucjach pracują ludzie, którzy nie analizując, z zimną krwią podejmują decyzję o odebraniu dzieci. Jeśli tak jest, to nie powinny pracować w zawodzie.

Czy w naszym powiecie potrzebne są nowe rodziny zastępcze?
Tak. Szczególnie dla dzieci wymagających specjalnej troski. W takich przypadkach potrzeba jeszcze odpowiedniego poziomu wyspecjalizowania, zależy nam na tym, by powstawały zawodowe rodziny zastępcze. Potrzebujemy ich bardzo.

Dziękuję za rozmowę.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Koscierski.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.