Podczas gdy w całym województwie i kraju pojawiła się fala zatruć dopalaczami, to w naszym regionie ich liczba wyniosła zaledwie pięć przypadków. W nieco większym powiecie kwidzyńskim było ich prawie 100, w słupskim natomiast aż 80.
W całym województwie pomorskim drastycznie, bo prawie ośmiokrotnie, wzrosła liczba zatruć środkami zastępczymi, bliżej znanymi jako dopalacze. W 2013 roku Pomorski Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny zanotował 35 przypadków podejrzeń zatruć tymi środkami, rok później było ich już 42. Natomiast w roku 2015 zanotowano aż 353 takie podejrzenia. Z kolei od początku 2016 roku do 15 lutego zanotowano już 17 takich przypadków.
Najgorzej sytuacja przedstawia się w powiecie kwidzyńskim i słupskim, gdzie zanotowano odpowiednio 97 i 80 przypadków podejrzeń zatruć w 2015 roku. Dużo takich przypadków pojawiło się także w Gdyni (51) i Gdańsku (48).
Jak przedstawia się sytuacja w powiecie kościerskim? Grażyna Greinke, szefowa Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Kościerzynie informuje, że w 2015 roku odnotowano zaledwie pięć przypadków podejrzeń zatruć dopalaczami. Okazały się one niegroźne, a ofiary specyfików ze szpitala wyszły po niedługim pobycie. Dyrektor kościerskiego sanepidu tłumaczy także, że do tak niewielkiej liczbę zatruć mogły przyłożyć się także prowadzone przez jej placówkę, wspólnie z policją, szeroko zakrojone działania edukacyjne.
Co podkreśla jednak Anna Obuchowicz, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku, zgłaszanie zatruć wywołanych środkami zastępczymi nie wynika z przepisów prawa, jest to dobrowolna sprawa podmiotów leczniczych, stąd statystyki dotyczące tej kwestii są niepełne. Ponadto fakt, że w statystykach używa się pojęcia "podejrzenie" wynika z tego, że trudno jest uzyskać informację od osoby, której udzielana jest pomoc, jaki środek był przyczyną zatrucia.
MSz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze