Reklama

Modrzejewski: "Chleba i igrzysk ". "Praca jest najważniejsza"

Choć Marcin Modrzejewski, były radny i burmistrz miasta Kościerzyna zrzekł się kilka miesięcy temu swojego mandatu, to wciąż na bieżąco komentuje kościerską scenę polityczną. Poniżej prezentujemy treść artykułu, w którym komentuje poczynania kościerskich włodarzy.

Kościerski rynek pracy się kurczy. A trend jest nadal kiepski. Ani Kowalski ani Iksiński w pojedynkę go w naszym mieście czy powiecie nie odwrócą. Uważam, że jest dziś niebywale istotne, aby zbudować front do walki z bezrobociem, konsolidować siły. Na naszym podwórku dominuje coś innego. To dla mnie niezrozumiałe.

Od zawsze wiadomo, że nie samym chlebem człowiek żyje. Niemniej gdy zabraknie chleba same igrzyska nikomu też nie wystarczają. Zgodnie z tą teorią każdy polityk startujący w jakichkolwiek wyborach deklaruje między innymi "powstanie nowych miejsc pracy", by wszystkim żyło się lepiej. W ten prosty sposób nowe możliwości zatrudnienia stały się szlagierem wszystkich obietnic wyborczych.

Strefa nie pomoże

Makroekonomicznie Polska dobrze sobie radzi z europejskim kryzysem. Nie oznacza to jednak, że mniejsze społeczności, takie jak Kościerzyna, utrzymują w tym trudnym czasie wyniki gospodarcze czy tzw. wskaźnik dobrobytu (o wzroście nie wspominając). Miejsca pracy to zagadnienie szczególnie ważne w dobie przesilenia. Nie chodzi tu bynajmniej o hasło typu "specjalna strefa ekonomiczna", gdzie od początku było wiadomo, że jest to pomysł absolutnie w Kościerzynie nierealny. Owszem, strefę można utworzyć, pokaźne środki zainwestować, jednak pozyskanie inwestorów i zwrot z inwestycji będą za lata świetlne, jeśli w ogóle.

Jeśli mogę podzielić się opinią, według mnie potrzeba działań na wiele sposobów. Po pierwsze i NAJWAŻNIEJSZE ochrona istniejących miejsc pracy poprzez wsparcie dla tych przedsiębiorców, którzy już zatrudniają. Nie tylko poprzez przyjazną politykę podatkową, niskie stawki, system ulg związanych z inwestycjami czy etatami nowoutworzonymi. Ważne, aby w małym mieście każdy kto daje pracę wiedział, że może liczyć na swoje miasto. Kiedy będzie miał problem to ktoś poda mu pomocną dłoń, kiedy będzie miał pomysł to ktoś pomoże w realizacji, kiedy będzie chciał inwestować to wszystkie procedury zostaną uproszczone do absolutnego minimum(...).

Aby tak było potrzeba indywidualnego podejścia i dostosowania się do oczekiwań samych przedsiębiorców. Przede wszystkim konieczna jest płaszczyzna porozumienia. Potrzeba ludzi, do których można przyjść z prośbą o wsparcie i którzy sami będą poszukiwać problemów do rozwiązania wyręczając samych zainteresowanych. Podejście takie wymaga maksymalnej aktywności i elastycznego działania.

Postawmy na inkubator

Po drugie, tworzenie dogodnych warunków dla tych, którzy chcą rozpocząć działalność gospodarczą i zatrudnić siebie plus jedną, dwie osoby. We wspieraniu takich inicjatyw utworzenie inkubatora rozwoju przedsiębiorczości jest dobrym pomysłem. Podkreślam to. Nie chodzi tu bynajmniej o uruchamianie pokaźnych rozmiarów instytucji za duże pieniądze, a o system działań wspierających nowopowstałą firmę wtedy kiedy ryzyko niepowodzenia jest największe, czyli w początkowych dwóch latach prowadzenia biznesu. Sztuka w inkubowaniu działalności gospodarczej polega na tym, aby wspierać a nie prowadzić za rękę, czyli dać wędkę a nie rybę. Na marginesie, inkubator przedsiębiorczości nie jest żadną formą wsparcia dla firm już istniejących, nawet więcej, może być traktowany jako źródło konkurencji, która miała łatwiej na starcie.

I wreszcie po trzecie, poszukiwanie inwestorów na zewnątrz. To temat rzeka. Każda firma, nawet mała, ściągnięta do miasta to dodatkowe złotówki w wewnętrznym przepływie kasy. To wiemy. Inwestorów zewnętrznych poszukują wszyscy a pozyskują tylko najlepsi. To też wiemy. Ale jak przekonać kogoś kto chce zainwestować, żeby to zrobił w małym mieście gdzie nie ma autostrady i szybkiej kolei, daleko do portu i lotniska, podatki i opłaty wysokie a grunty mają cenę niekonkurencyjną? Znowu prostej recepty nie ma. Trzeba działać równolegle w wielu aspektach, zarządzać problemem na poziomie strategicznym. Stworzyć warunki i uprościć procedury, mieć konkretną ofertę i pomysły na rozwiązywanie przeszkód. Warto też poszukać zewnętrznego wsparcia pośród przedsiębiorców, posłów, eurodeputowanych. Mówiąc krótko, trzeba wyjść naprzeciw nadarzającym się okazjom. Na dowód, że takowe istnieją nich posłużą małe miasta gdzie się udało. Mam przykładowo dużo uznania dla Kwidzyna, który niesamowicie się rozwinął przez ostatnią dekadę.

Wracając do wstępu, z obietnicy utworzenia nowych miejsc pracy bardzo trudno się wywiązać, bo przecież nie ma prostej recepty jak je stworzyć, szczególnie w niewielkim mieście. Dlatego też co bardziej wprawieni w politycznych bojach obiecują, ale też jednocześnie nic wymiernego. Przecież gdyby w walce np. o fotel burmistrza kandydat zadeklarował, że w czasie czteroletniej kadencji pod jego rządami powstanie "X" nowych miejsc pracy, to jak łatwo byłoby takiego zwycięzcę rozliczyć. A tak, zawsze można powiedzieć, że przecież analizowałem problem, tworzyłem klimat, wspierałem działania. Tyle że chleba z tego nie ma. Niemniej, jest już dawno po wyborach, więc teraz nie oglądając się już na nic, po prostu trzeba jednoczyć zainteresowanych i działać, działać, działać!

Marcin Modrzejewski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Koscierski.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości