Kościerscy szczypiorniści zanotowali w sobotę siódme już zwycięstwo w obecnych rozgrywkach i po pierwszej rundzie I-ligowych zmagań plasuje się drugim miejscu w tabeli, tracąc do liderującej Pogoni zaledwie dwa punkty. Pojedynek z Wolsztyniakiem nie należał jednak do łatwych, a wygraną 35:28 przypłaciliśmy stratami kadrowymi.
Ten mecz kończył pierwszą część sezonu i podopiecznym Igora Stankiewicza zależało na zamknięciu rundy kompletem punktów. Równie zdeterminowani byli jednak i goście, co zaowocowało dwiema czerwonymi kartkami i karetką pogotowia na parkiecie.
Zaczęło się zgodnie z planem, a więc od dość łatwego prowadzenia miejscowych. Co prawda Wolsztyniak przez kilka minut trzymał się blisko i nie pozwalał "odskoczyć" Sokołowi, a w pewnym momencie doprowadził nawet do remisu 5:5, ale na niecałe dziesięć minut przed przerwą gospodarze ponownie mieli w zapasie aż pięć trafień, prowadząc 14:9. Ta różnica bramkowa utrzymała się aż do zmiany stron, choć nie obeszło się bez emocji. Na kilkadziesiąt sekund przed przerwą zaiskrzyło pomiędzy Jakubem Reichelem oraz Maciejem Kicińskim i sędziowie solidarnie pokazali obu po czerwonym kartoniku. Ostatecznie syrena zawyła przy stanie 19:14.
W drugą część meczu także lepiej weszli szczypiorniści z Kaszub, którzy do i tak dość bezpiecznego już prowadzenia dorzucili jeszcze dwie bramki. W ciągu kolejnych dziesięciu minut parkiet opuściło następnych dwóch zawodników. Najpierw w Macieja Reichela odezwała się kontuzja z początku sezonu, zaś chwilę potem boisko padł trafiony w krtań Mariusz Rogoziński.
Mecz przerwano na kwadrans, a poszkodowanego przewieziono ambulansem do szpitala. Przerwa w grze na szczęście nie wybiła z rytmu ani nie rozkojarzyła miejscowych, którzy utrzymali wywalczoną wcześniej zaliczkę i dowieźli cenne, ale też zasłużone zwycięstwo do końca. Sokół triumfował 35:28 i na półmetku sezonu jest wiceliderem. Przez zimową przerwą zmierzymy się jeszcze na wyjeździe z przedostatnim w tabeli Techtrnasem Elbląg.
Komentarze